Jednego jestem pewna na 100% - czasami brakuje najprostszych
słów, aby wyrazić co się czuje w danej chwili. I ta chwila właśnie nadeszła.
'Ruszył tyłek i przyjechał.'
Wszystko mi wyjaśnił. Powiedział, że już raz miał wsiąść do
autobusu do mnie ale zablokował się w sobie. Opowiedział jak to było, co się
działo przez ostatnie 2 lata, odkąd się poznaliśmy. Poznałam całą prawdę, sporo
spraw się wyjaśniło, kilka z nich ujrzałam w zupełnie nowym świetle.
Tylko On już nie był taki sam. Był przygaszony. Był cichy. W
mojej pamięci wyglądał zupełnie inaczej. W moich snach wyglądał zupełnie
inaczej. Tęskniłam za innym człowiekiem. Wiem, ma poważne problemy w domu.
Wszystko mi o nich powiedział a wiem, że sporo go to kosztowało.
Nadal nie wiem co będzie dalej. Jestem rozczarowana,
zawiedziona, oszukana. Myślałam, że jak spojrzę w jego oczy to będę już
wszystko wiedziała. A tymczasem ciągle nie wiem na czym stoję. On się boi, że
go zranię. Ja się boję, że znajdzie sobie inną. Oboje nie wiemy co mamy robić.
Gdybym miała pewność, że w październiku zacznie studiować w moim mieście to
wszystko byłoby łatwiej. Po prostu byśmy byli razem. Ale jeśli On nie ma
sprecyzowanych planów to trudno się w cokolwiek angażować. Związki na odległość
mogą przetrwać, ale musi być pełne zaangażowanie dwóch stron, nie tylko jednej.
I gdy tylko powiedział mi, że miał uciec i wyjechać na stałe
do Szwecji to wtedy poryczałam się. Czułam się jak dziecko w ciemności. Tak
strasznie nie chciałam, żeby wyjeżdżał. I tak ciągle jest za daleko dla mnie.
A z resztą to wszystko już nieważne, co czuję. Od kilku dni
nie odzywa się do mnie, nie odbiera moich telefonów, nie odpisuje na sms-y.
Powoli dociera do mnie, że to koniec…
Ciężko jest czasami rozmawiać o swoich problemach, ale dobrze, że w końcu się na to zebrał. Nie przyganiaj go tak, facet musi pozałatwiać swoje sprawy. A Ty jesteś jeszcze młoda i nie masz się do czego spieszyć. Też jestem teraz na rozstaju, bo osoba, z którą trwam w związku od ponad dwóch lat nie potrafi się zdecydować, czy chce ze mną być, czy nie. I wyobraź sobie, że nawet mieszkaliśmy przez pewien okres czasu i dosyć często się widzimy. Ja to dopiero jestem w prawdziwie ciemnej dupie. A może to i lepiej, jakby wyjechał? Potem mogłabyś do niego dojechać i nie musiałabyś harować do 67 roku życia.
OdpowiedzUsuńPrzecież jakby On wyjechał to kontakt się całkowicie urwie a ja tego bym nie zniosła. Chociaż obecna sytuacja też nie jest kolorowa...Może weź sprawy w swoje ręce?
UsuńNie jest tragicznie - są telefony, jest Internet. Kiedyś komunikacja była gorsza i jakoś ludzie żyli. Może trochę będzie źle, ale trzeba myśleć przyszłościowo. Wzięłam i się nie odzywam :)
UsuńNo właśnie - niby komunikacja jest lepsza, ale czasami i tak trudno do niego dotrzeć. Czy to ma w ogóle sens? I dlaczego On się w ogóle do mnie nie odzywa? Najpierw zapewniał, że będzie tęsknił a potem cisza :(
UsuńMoże zajęty czymś jest?
UsuńI nie znajdzie nawet chwili aby napisać głupiego smsa?
UsuńFaceci już tak mają.
UsuńJakby mu zależało to chyba by napisał cokolwiek...
UsuńAle to jest facet, oni myślą inaczej.
UsuńInaczej czyli?
UsuńIch takie duperele nie obchodzą.
UsuńTrudna sytuacja... skoro mimo wszystko przyjechał i się przełamał, znaczy, że na pewno nie jesteś mu obojętna. Jeżeli szczerze opowiadał o swoich problemach, dodatkowo ma do Ciebie zaufanie. Tylko, czy to jest fundament pod związek?
OdpowiedzUsuńSkoro w znacznej mierze wypaliła się iskierka, nie wróżyłabym próbie zejścia zbyt dobrze. Być razem ze względu na sentyment i przyzwyczajenie mogą moim zdaniem najwyżej stare dobre małżeństwa. Wy natomiast jesteście młodzi, macie jeszcze szanse, żeby poukładać sobie życie dokładnie tak, jak chcecie.
Przemyśl to. Jesteś mądra, więc pochopnej decyzji z pewnością nie podejmiesz :)
Jedno wiem na pewno- nie chcę się angażować w coś, co nie ma przyszłości. On się do mnie nie odzywa od ponad tygodnia więc... :(
UsuńPrzykry, a zarazem typowy przejaw męskiego tchórzostwa.
UsuńChyba sam sobie nie zdaje sprawy ile stracił...
UsuńTak często bywa... a kiedy przychodzi opamiętanie, zwykle jest za późno.
UsuńCzekać na niego zamierzam. Postanowiłam sobie, że teraz dam mu ostatnią szansę. I chyba ją odrzucił...
UsuńSzkoda życia na takie czekanie. Drugą szansę dać można, ale nie trzecią, piątą i dzisiątą.
UsuńOn chyba sam nie wie czego chce .. najbardziej szkoda Twojego czasu :*
OdpowiedzUsuńTo dlaczego mówi jedno a robi drugie? Tego nie potrafię zrozumieć :(
UsuńMoże dlatego. Widocznie mu zależy ale za mało aby się określić... Nie marnuj czasu poznaj kogoś innego bo szkoda twojego życia
UsuńJeśli mu mało zależy to chyba niech lepiej pozostanie tak jak jest teraz...
UsuńJeszcze kiedyś będzie żałował
UsuńZmarnował ostatnią szansę. Przykro mi :(
UsuńTo jemu powinno... A ty nie marnuj czasu już i daj sobie szanse poznawać innych może kiedyś pojqawi się ktoś kto doceni taki skarb jak Ty :)
Usuńnajbardziej szkoda jest ciebie że cię rozczarował po tym wszystki widać że sam nie wie czego chce :(
OdpowiedzUsuńChciałby ale się boi. Teraz się nie odzywa ;] nie wiem co o tym myśleć...
UsuńWybacz Kochana, że to napiszę, ale prawdziwa miłość potrafi znieść naprawdę wiele. Może to nie to.
OdpowiedzUsuńZastanawiałam się nad tym, jak długo trwa zauroczenie. Czy to możliwe aby trwało ok.2 lat?
UsuńPrzyjdzie inny lepszy ktos..ten na ciebie nie zasluguje...sorki ale taka prawda :*
OdpowiedzUsuńnie, no luz :) jak już zapomnę o nim to pewnie dojdę do takiego samego wniosku ...
UsuńWeź mu napisz, że gdyby ludzie tak się wszystkiego bali jak on to nie zeszlibyśmy jeszcze z drzew...
OdpowiedzUsuńWłaśnie kusi mnie aby cokolwiek do niego napisać ale zastanawiam się czy to ma w ogóle jakikolwiek sens :(
UsuńJeśli chcesz mu coś powiedzieć, to ma :)
UsuńWy oboje chyba za dużo opcji i scenariuszy piszecie w wyobraźni, za bardzo boicie się spróbować.
OdpowiedzUsuńA to bezsensu, bo jakby każdego tak strach hamował to nikt by nigdy z nikim nie był.
Przecież nigdy nie ma gwarancji jak życie się potoczy. Nikt zaczynając związek nie ma pewności, że nie rozpadnie się on za 2 mies, 5 lat czy nawet 25.
Kto nie próbuje ten nie wygrywa.
:)
Podzielam opinię Optymistycznej - sytuacja jest rzeczywiście trudna, ale kto nie ryzykuje, ten nie żyje. czasami warto się przemóc, odłożyć na bok lęki i spróbować być szczęśliwą, tak po prostu. powodzenia :*
OdpowiedzUsuńTak tylko ...zagladam po dlugiej nieobecnosci.Pamietam tego feralnego Sylwestra i to,co bylo ...przed.No i po pieciu miesiacach...nieciekawie to wyglada.Rob co uwazasz,albo ...uwazaj,co robisz.Nie bede komentowal.Pozdrawiam tylko.Julek
OdpowiedzUsuńZwiązki na odległość to najgorszy pomysł z możliwych. Nie zwracaj sobie już nim głowy. Znajdzie się ktoś lepszy i to w pobliżu :)
OdpowiedzUsuńA on robi Ci tylko złudną nadzieję i pewnie świetnie się przy tym bawi.
O ja cię kręcę. Pokręcona sytuacja. Nie chcę nic doradzać, bo podobno się nie powinno?! Chociaż ja wiem jakbym zrobiła - przynajmniej tak mi się wydaje, ale Ty się zastanów. Chociaż chyba widzę z tego postu, że sprawa przesądzona. Ojj słabo ...
OdpowiedzUsuńJa Cię kręcę. Pokręcona sytuacja. :( Współczuję, nie lubię takich sytuacji, nie chciałabym się w takiej znaleźć, chociaż kiedyś też walczyłam o uczucia chłopaka. Z resztą pisałam Ci, nie wyszło. Szkoda, że i u Ciebie wygląda to nieciekawie.:(
OdpowiedzUsuńJa jestem w związku na odległość,jest cudownie,ale są chwile kiedy zbierają się nad nami czarne chmury. Współczuję Ci bardzo,ale nie załamuj się,nie opadaj bezwładnie na dno,nic nie dzieje się bez przyczyny,a po burzy zawsze wychodzi słońce.
OdpowiedzUsuń