Przejdź do głównej zawartości

Bieszczady!

To była miłość od pierwszego oddechu. Te pagórki, rzeki, kręte dróżki. Gdybym mogła to zostałabym tam jeszcze z tydzień. Czyste powietrze, jezioro Solińskie i ludzie tacy życzliwie - mogłabym tak wzdychać bez końca. Bieszczady są po prostu piękne! Dla tych widoków warto było tłuc się pociągiem od świtu do zmierzchu ponad 700km. Na pewno tam jeszcze wrócę.

Cały wyjazd odbył się bez większych problemów. Ja jakoś wyleczyłam przeziębienie ciepłymi herbatkami a Mój Luby miał poprawkę wczoraj dopiero, którą zaliczył na 3,5. Ale od początku:

 Podróż w Bieszczady nie była taka męcząca. Od Wrocławia do Krakowa mieliśmy przedział tylko dla siebie więc ja mogłam położyć się spać a Luby na spokojnie uczyć się do poprawki. W Krakowie mieliśmy przesiadkę na busa więc nie było czasu na zwiedzanie. Potem 5-godzinna jazda bez przystanków - koszmar! Mało się nie pożarliśmy ze zmęczenia. 20km przed końcem kierowca przesadził nas do małego busa, aż w końcu wysadził nas na niewłaściwym przystanku. Byłam wściekła bo mówiłam kierowcy gdzie chcę wysiąść ale nie znam terenu i ciemno było więc skąd mogłam wiedzieć, że mam już wysiadać? Na szczęście Pan Młody szybko nas znalazł na innym przystanku.

Rodzice Pana Młodego mają tam piękny pensjonat więc mieliśmy całe mieszkanie dla siebie, dzieląc drugi pokój ze świadkiem i jego dziewczyną. I pierwszy raz nie cieszył mnie darmowy wifi. Powalił mnie na kolana widok z okna na Bieszczady. Cudo!

Następnego dnia zwiedzaliśmy okolicę. Wioski w tamtych stronach ciągną się kilometrami więc 2 godziny zajął nam spacer, wzdłuż połowy wioski. Potem spacerowałam jeszcze z Panną Młodą, która streściła mi program uroczystości. Wieczorem wyprasowałam chyba z 10 męskich koszul, ot taki mały relax przed ślubem.

Ominęły mnie przygotowania w dniu ślubu ponieważ pojechałam z Panną Młodą do fryzjera i kosmetyczki, więc nie było nas pół dnia. Potem miałam tylko godzinę aby się ubrać i zrobić makijaż. Ale wyrobiłam się na czas. Potem pomagałam Pannie Młodej się ubrać. Następnie był zwyczaj wykupywania Panny Młodej i Starościna chciała mnie sprzedać ale Pan Młody mnie nie chciał :) Po błogosławieństwie pojechaliśmy do kościoła. Przed mszą podpisałam ze Świadkiem dokumenty u księdza a potem czekaliśmy z Młodymi na wybicie godziny 15. Chyba pierwszy raz siedziałam taka sztywna w kościele. Trochę z nerwów, trochę z zimna, bo miałam na sobie sukienkę na ramiączkach i cienką marynarkę. Ale też dałam radę. Potem wspólne zdjęcie, bramy, życzenia, sto lat na sali. Więc zanim usiadłam przy stole to obiad był już zimny. Przy pierwszym tańcu wszyscy goście tańczyli w kółeczku więc nie zjadłam też deseru. Ale świadek załatwił mi podwójny deser na pocieszenie. Chyba dostali w kuchni zrypkę za to ponieważ potem dostawałam największe porcje jedzenia.

A potem to już tańczyłam, tańczyłam, jadłam i piłam - jak to na weselu. Razem ze świadkiem wyszliśmy na środek i pokazaliśmy gościom się jak tańczy kaczuchy. Nie wiedziałam, że jestem zdolna do takich rzeczy. Welonu niestety nie złapałam. Najwidoczniej nie jest mi pisane branie ślubu w ciągu najbliższego roku. Choć tak naprawdę nikt nie chciał tego welonu. Leżał na ziemi i czekał aż go ktoś podniesie. Gdybym stała bliżej to bym na pewno go podniosła ale nie chciałam biegnąć po całej sali dla głupiego welonu, żeby nikt nie pomyślał, że jestem zdesperowana. No trudno, może innym razem :)

Na poprawinach, po obiedzie, Świadek zabrał nas na zwiedzanie jeziora Solińskiego. Kupiłam wtedy też pamiątki dla rodziny, spróbowałam pierwszy raz w życiu oscypka oraz dostałam w prezencie kapcie- dziki. Poprawiny skończyły się koło 22. Jak wróciliśmy do pensjonatu to chciałam zostawić prezent Pannie Młodej i przy okazji pożegnać się z rodziną Pana Młodego. Mieliśmy iść na chwilę ale kieliszek, szyneczka, ciasteczko i tym sposobem balowaliśmy do północy. Takie poprawianie poprawin.

Na drugi dzień pobudka i wyjazd o 6 rano do Rzeszowa. Po 8 rano wsadzili nas w pociąg do Krakowa i o 12 mój Luby biegł kupować bilety a ja krakowskie obwarzanki. O 22 byliśmy w domu.

Ogólnie zabawa była świetna. Postanowiłam z Lubym wrócić jeszcze kiedyś w Bieszczady ale jak będzie lepsza pogoda bo trochę deszczowa aura była. Fajne wesele, cholera, fajne wesele! :)

Zdjęcia w zakładkach ;)

Komentarze

  1. Następnym razem musicie koniecznie się przejść w góry ;) Ja fanką chodzenia nie jestem, ale Bieszczady bardzo miło wspominam pod tym względem :)

    Super, że się wesele udało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było za bardzo na to czasu :) No i przydałby się jakiś przewodnik lub chociaż ktoś, kto mógłby nas podwieźć a ciężko znaleźć takiego, jak wszyscy żyli ślubem :)

      Usuń
  2. No nie! Zamazałaś sobie twarz :( Ale piękne zdjęcia ;-) I musiałaś pięknie wyglądać! Ja uwielbiam góry, uwielbiam tę atmosferę.. I wesela uwielbiam :D Jak czytałam akapit o fryzjerze i kosmetyczce to pomyślałam sobie 'ach kobiety' :D My to jesteśmy jednak, no nie? ;-)

    Cieszę się, że się udało. I że krakowskie obwarzanki jadłaś! :D Dooobre są, no nie? :) Z serem najlepsze :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie było robione o 5 w nocy więc szału nie ma :)
      To nic, że w domu młyn, trzeba dom dekorować, samochód ubrać, gości witać - wygląd najważniejszy :P
      Mi najbardziej smakował solony, choć ze serem też był pyszny :P

      Usuń
    2. Jest szał, ej :D Jest! :P

      No wiadomo, "pamiętaj, lepiej przyjść spóźnioną, niż źle wyglądającą" :P

      No, bo z Krakowa. :D

      Usuń
    3. A właśnie noc przed ślubem miałam sen, że się spóźniłam na ten ślub bo poszłam na zakupy na miasto i nie zdążyłam się wyszykować :P

      Kupiłam wszystkie rodzaje obwarzanek, jakie tylko mieli w sprzedaży :D

      Usuń
    4. No my się śmiejemy z moim A., że my to na pewno zaśpimy na nasz ślub :P Bo śpiochy z nas ogrooooooooomne ;D

      Dałaś zarobić krakusom, oj :D

      Usuń
    5. Ze mnie się śmieją, że się spóźnię bo się nie wyrobię :P

      Pewnie nie prędko teraz pojadę do Krakowa więc raz można :D

      Usuń
    6. No jesteśmy "tylko" kobietami :D

      Kraków piękny, prawda?

      Usuń
    7. Oj tak ale w jeden dzień niewiele zobaczyłam :) ale już jest motywacja aby ruszyć tyłek i jeszcze raz tam pojechać i to na dłużej :)

      Usuń
    8. Jak będę jechać to napiszę o tym na blogu dużymi literami :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Tak jak powinno być :)

      Usuń
    2. W sumie mogłam jeszcze welon złapać ale mniejsza z tym ;)

      Usuń
    3. E tam,głupi zabobon ;P

      Usuń
    4. To dlaczego zawsze wzbudza największe emocje? :)

      Usuń
    5. We mnie wzbudza jedynie zażenowanie ;P

      Usuń
    6. Nigdy nie walczyłaś o welon? :)

      Usuń
    7. A w inne zabawy weselne też się nie bawiłaś? :)

      Usuń
    8. Unikałam jak ognia ;D

      Usuń
    9. Kiedyś też tak robiłam, wolałam patrzeć jak inni robią z siebie debili :) a teraz nie miałam wyjścia bo było mało młodych osób :P

      Usuń
  4. Cieszę się,że wyjazd i wesele się udało.Wesele po to jest by się wybawić za wsze czasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak się czuję, jakbym się wybawiła za wszystkie czasy :)

      Usuń
  5. to super, że się wybawiłaś :)) ja welon złapałam tzn. kwiatki.. rok minął i dalej jestem panną głupie przesądy :P:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pewnie i tak nie wezmę ślubu w ciągu najbliższego roku ale tak dla frajdy sobie bym złapała ;)

      Usuń
  6. Też bardzo się cieszę z twojego wyjazdu.Bieszczady są rzeczywiście cudne.Wspaniałe miejsce na ślub.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno tydzień temu turyści ze Śląska brali tam ślub bo tak pokochali Bieszczady :)

      Usuń
  7. Bieszczady są zjawiskowe, mam tam rodzinę i w dzieciństwie często jeździłam :) Fajne wesela to rzadkość,pozazdrościć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zjawiskowe ale ode mnie bardzoooo daleko :) 2 dni spędziłam w pociągu więc dla mnie to było okropne :) ale dla tamtych widoków warto było się pomęczyć :)

      Usuń
    2. Wracaj tam częściej, ale w bardziej komfortowych warunkach :)

      Usuń
    3. Za daleko mieszkam :) a pociągiem się bardziej opłaca niż jazda samochodem :)

      Usuń
    4. A Luby ma samochód? Niech Ci wycieczkę rocznicową na przykład zafunduje :D

      Usuń
    5. Bardziej to jego rodziców niż jego ale ma :P Chyba nie chciałabym takiego drogiego prezentu :)

      Usuń
    6. Jeżeli miałabym jechać w Bieszczady to tylko wtedy, gdy świeżo upieczeni małżonkowie będą w Polsce :)

      Usuń
    7. Światowcy, jak widzę :) Gdzie mieszkają na co dzień?

      Usuń
    8. W Anglii :) a poznali się w Irlandii :p

      Usuń
    9. Mmm... Chciałabym zobaczyć Londyn :)

      Usuń
    10. Ja też :) ale bardziej Madryt i Finlandię :D

      Usuń
  8. Od dawien dawna mam wielką ochotę na weselę, ale teraz to już tym bardziej! Cieszę się, że wszystko się udało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie też miałam a już prawie wszyscy po ślubie w mojej rodzinie więc czekam na moje koleżanki :) a że moja przyjaciółka brała ślub w Bieszczadach to miałam takie 2 w 1 - wakacje i wesele ;)

      Usuń
    2. No u mnie w rodzinie wesela też się nie szykują. Póki co to wydaje mi się, że pierwsze będzie moje, a jak pewnie wiesz - nie mam go w planach w najbliższych latach ;D
      Faajnie! :)

      Usuń
    3. W sumie to są jeszcze 2 kuzynki w kolejce przede mną ale jedna powiedziała, że nie będzie brała ślubu i woli żyć na kocią łapę i być niezależna od faceta a druga ciągle zbiera kasę i coś zebrać nie może :)

      Usuń
    4. Takich w rodzinie też mam, niby starsi, niby w związkach, ale im się do ślubu nie spieszy :)

      Usuń
    5. I pewnie łaskawie chcą nas wepchnąć przed siebie ;)

      Usuń
    6. Pewnie tak. Z weselami jest tak, że ludzie lubią na nie chodzić, ale młodym rzadko się spieszy do ich wyprawiania. Co mnie właściwie nie dziwi, no ale... ;)

      Usuń
    7. Heh sama się nie śpieszę, z byciem świadkową było tyle zamieszania a wyprawienie wesela to już wyższy poziom :)

      Usuń
    8. Uwielbiam taką organizację i marzy mi się wyprawianie wesela. Tylko żebym się pieniędzmi na nie nie musiała martwić. ;)

      Usuń
    9. Swoje wesele to ja już mam zaplanowane od jakiś 5 lat, tylko detale się zmieniają, np. pan młody :D

      Usuń
  9. "Będzie, będzie się zabawa, będzie się działo i znowu nocy będzie mało, będzie głośno, będzie radośnie znów przetańczymy razem całą noc" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tej nutki słuchałam przed weselem :D

      Usuń
  10. Ale piszesz tylko o samym weselu a nic a nic prawie nie napisałaś o tym jak się bawiłaś ze swoim Lubym :P Sprawdził się? Dobrze tańczy? :P
    A co do welonu :P Ja zawsze po niego biegnę i dlatego zawsze go łapię :P Pierwszy złapałam w wieku 14 lat i jakoś się jeszcze od tego czasu nie hajtłam xD Więc nie sprawdza się to :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Welon jakoś przeżyję :) już mi w sumie lepiej :P ale na weselu wypiłam chyba z 3 kolejki sama :)

      A dobrze tańczy :) szału nie ma ale ma taką fajną dziewczynę, która wszystkiego go nauczy :D

      Usuń
    2. No ja myślę w takim razie :P Aczkolwiek czytam sobie graya obecnie i aż zaznaczyłam markerem cytat: "Nie ufaj mężczyźnie który potrafi tańczyć" :P

      Usuń
    3. Panna młoda zawsze mi powtarzała, że jak para jest zgodna w tańcu to jest zgodna w życiu :) Ale ja osobiście uważam, że wolę mieć Pudzianowskiego niż Maseraka w tańcu :p najważniejsze, żeby chciał ze mną tańczyć :P

      Usuń
    4. No pewnie że tak :P I nie wiem czy to się zgadza z tym tańcem, bo ja z Ciachem bardzo dobrze tańczymy i zgodni w tańcu jesteśmy, ale w życiu.... niekoniecznie xD

      Usuń
    5. Każdy ma swoją teorię :) Ja starałam się ją wyśrodkować :P

      Usuń
    6. Ja staram się w ogóle w nie nie wierzyć xD

      Usuń
    7. Znając życie ja o swojej niedługo zapomnę :)

      Usuń
    8. Hehe. To prawda :P Pomyśl jakie by było ciężkie życie gdybyśmy się mieli każdym zabobonem przejmować jejuu... Czarne koty, zakonnice, kominiarz, rudzi faceci i nie wiem co jeszcze :P

      Usuń
    9. Kiedyś słyszałam, że jak przejdzie rudy to się musisz uszczypnąć ale nie pamiętam właśnie co się stanie jak tego nie zrobisz :P Czy że będziesz brzydka, dostaniesz piegów, nie wiem :P

      Usuń
  11. Cholera, poszłabym sobie na takie fajne wesele. ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżanki? Kuzynki? Sąsiadki? Nikt nie planuje? :)

      Usuń
    2. To liczysz na jakąś wpadkę? :P

      Usuń
    3. Na pewno nie na swoją. ;P Poczekam a nóż (widelec :D) ktoś się jednak z rodziny albo znajomych znajdzie. ;P Nie mojej to mojego K. i może mnie zabierze. ;P
      W ogóle zerknęłam na zdjęcia i cudną miałaś sukienkę.

      Usuń
    4. Dziękuję :)
      O patrz, o tym nie pomyślałam :) Wiem, że mój Luby miał jakieś wesele na początku roku ale nie poszedł bo nie miał z kim :)

      Usuń
    5. A widzisz. ;P W listopadzie być może będę zaproszona na osiemnastkę, ale nie jestem pewna. ;)

      Usuń
    6. O patrz, o 18 też zapomniałam :D

      Usuń
    7. No mi tak się teraz przypomniało, że jest jedna osoba jeszcze w tym roku. ;P

      Usuń
    8. W tym roku to zostały już tylko moje urodziny, ale nie 18 ;)

      Usuń
    9. No moje też jeszcze zostały, i też nie 18. ;PP

      Usuń
  12. wesela to fajna sprawa. :) ja zawsze bardzo je lubiłam. cieszę się, że się dobrze bawiłaś - to najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajna ale trochę kosztowna zabawa jak na jedną noc ;)

      Usuń
    2. owszem kosztowna, ale taka okazja zdarza się raz na jakiś czas. :)

      Usuń
    3. Mi to raczej już nie prędko więc skorzystałam :)

      Usuń
    4. no i bardzo dobrze! każdy zasługuje na to, żeby się tak pobawić. :D

      Usuń
    5. A wesele nie są codziennie :P A Ty kiedy się na jakieś wybierasz? :)

      Usuń
    6. no, jak na razie żadne mi się nie szykuje, ale bardzo chętnie bym się przeszła. :)

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie wolę wesela od chrzcin i pierwszych komunii :)

      Usuń
  14. Widze, że faktycznie zakochałaś się w tym miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
  15. marzą mi się te Bieszczady od półtora roku, a dalej nie miałam okazji, żeby tam pojechać, a mam znacznie bliżej niż Ty ^^... może w końcu mi się uda kiedyś :P
    super, że zabawa tak się udała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest :) W tym roku byłam nad jeziorem, nad morzem i w Bieszczadach - gdzie wszędzie jechałam prawie cały dzień a w góry mam godzinkę jazdy a nie byłam tam od paru lat :D

      Usuń
  16. cute blog :)
    what about follow each other?
    let me know :)
    have a nice day!
    xx
    Veronica

    OdpowiedzUsuń
  17. No to się cieszę, że wszystko poszło po Twojej myśli :) opowiedz coś więcej o tym swoim Lubym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co chcesz wiedzieć? :)

      Usuń
    2. ogólnie chciałabym go zobaczyć tak jak Ty go widzisz :)

      Usuń
    3. Może kiedyś o tym napiszę :) Zapytaj mnie o to za kilka miesięcy :)

      Usuń
  18. oj Bieszczady, na pewno sie tam kiedyś wybiore, lubię takie miejsca :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wiedziałam, że dasz sobie koncertowo radę jako świadek! :) A z tym welonem to kurczę oszystwo jest, przereklamowana sprawa. ;) Kolezanka już dwa razy złapała, a w ogóle nie zamierza brać ślubu.
    Tak czytam o tych wszystkich zabawach i tradycjach i sama aż zaczynam sie denerwować, bo zaczynamy myśleć z Y. o dacie. Nieprędko, bo moze za dwa lata (kasę trzeba uzbierać - nie chcemy niczego brać od rodziców), ale on chce wesele. Ja bym nie chciała, ale taka akurat jest sytuacja, że mnie na rodzinie nie zależy - słabo ją znam, więc zaproszę kilkanaście osób, a on ma całą rodzinę w naszym mieście, z którą bardzo dobrze żyje... Zatem muszę pójść na kompromis. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jest podobnie - niby mam dużą rodzinę ale z połową nie utrzymuję kontaktu więc nie widzę sensu zapraszać kogoś, kogo tylko raz na oczy widziałam :)
      A złapanie welonu jakoś przeżyję :) i tak nie planowałam ślubu w najbliższym roku ;) bardziej chciałam złapać dla poprawy humoru, dla zabawy :)

      Usuń
    2. Prawda, złapać dla zabawy, bo zabawa na weselu jest najważniejsza. :)

      Usuń
    3. Tak właśnie a bawiłam się doskonale i wspomnienia mam jak najlepsze :))

      Usuń
    4. Mnie mimo wszystko wesela przerażają. Ale staram się to ukrywać, aby nie psuć innym humoru. :D

      Usuń
    5. Zwolenników jest więcej więc chyba nie masz innego wyboru :)

      Usuń
  20. o rany, aż mi się przypomniało niedawne wesele na którym byłam :D byłaś świetnym świadkiem, a widzę, że i miejsce musiało być przepiękne :)
    ja złapałam welon, mój partner też krawat chwycił, a dziś już nawet się nie spotykamy ... także sama widzisz, może i lepiej że nie złapałaś :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak? Ojj to dobrze :) W sumie i tak nie planuję jeszcze wesela więc bardziej chciałam go złapać dla zabawy ale cóż :)

      Usuń
    2. jeszcze nie jeden welon przed Tobą :D

      Usuń
    3. Jedna moja koleżanka powiedziała mi, że złapanie welonu przynosi pecha, chyba już nie chcę :P

      Usuń
  21. to świetnie że wszystko sie udało i ten klimat Bieszczady i wesele piękna bajka ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Cholera, cholera, cholera, że też nie wiedziałam, żeś w Krakowie była! Kawy by się człek wspólnie napił ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będę następnym razem to na pewno dam znać :)

      Usuń
  23. Chciałabym, ale... to trwa już tak długo. Już osowoiłam się z tym byciem samej, że aż będzie z tego kiedyś problem. A potem tylko wieczne pretensje, bo przecież: ' kiedyś tak nie było...'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko, że kiedyś to już zamknięty rozdział. Musisz skupić się na budowaniu dobrej przyszłości, a przede wszystkim teraźniejszości...

      Usuń
  24. samo slowo Bieszczady juz brzmi super a co dopiero goralskie wesele i w ogole super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Górali z ciupagami nie było ale troszeczkę się różniło od tradycji w moich regionach :) było naprawdę suuuper :)

      Usuń
  25. hmm nikt nie chciał welonu dziwne, na weselach to wręcz sie o niego biją hehe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba żadnej pannie nie śpieszyło się do ożenku :)

      Usuń
  26. No to cieszę się, że impreza się udała! ;D

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja też idę na wesele już się doczekać nie mogę :PPP

    Fajnie że zabawa się udała :))

    OdpowiedzUsuń
  28. ach, Bieszczady... Magiczne miejsce, wracam tam co roku... Kiedyś postawię tam dom.
    Sentymenty i wspomnienia, stamtąd przywiozłam sobie narzeczonego :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Pod gradobiciem pytań #2

Zapraszam na drugą część odpowiedzi z Q&A :) Pytania od oironio: 46. Jak miała na imię Twoja pierwsza miłość? Hubert :) 47. Ile miałaś lat, gdy przeżyłaś swój pierwszy pocałunek?   16 lat :) 48. Jakie kolory włosów miałaś w swoim życiu na głowie? Blond, czarne, rude, brąz, kasztan, gorzka czekolada, mahoń - wszystkie standardowe. Nigdy nie miałam kolorowych :)  49. Marzyło Ci się kiedyś, żeby zrobić sobie jakąś niebanalną fryzurę? Tak, marzyły mi się zielone włosy. Może kiedyś odważę się na taką zmianę.  50. Masz tatuaż? Nie mam ale chciałabym. Miałam zrobić jak zdam prawo jazdy. Od 3 lat wiję się jak wąż :)  51. Jakie jest Twoje nastawienie do tatuaży i piercingu ? Nie mam nic tatuaży i piercingu. Ale nie chciałabym mieć wytatuowanego całego ciała. Jeśli tatuaż dla mnie to taki mały, skromny i intymny :)  52. Ulubiona bajka z dzieciństwa? Kaczor Donald :)  53. Bajka, której nienawidziłaś, a może się bałaś? Mulan :) nie w...

Kompromisy

Gdy Luby zapowiedział, że idziemy do kina na film o jego ukochanej grze komputerowej to nie miałam innego wyjścia. Musiałam iść. Zwłaszcza, że On był ze mną w grudniu na "Listach na M2". Warcrafta jako grę też bardzo lubię, wbiłam nawet 60 level ale żeby od razu oglądać film? Ale czego się nie robi świętego spokoju w związku? No to pojechałam z Nim na " Warcraft:Początek ". A film był rewelacyjny! Dwa zwaśnione królestwa - Horda i Przymierze toczą walkę przeciwko sobie. Jedni o przetrwanie gatunku, drudzy o bezpieczeństwo. Myślałam, że co chwilę będę się pytać o co w nim chodzi a tymczasem produkcja była zrozumiała nawet dla tych osób, którzy nie grają w tą grę. No i ten efekt 3D. Ogólnie byłam mega zadowolona, że widziałam ten film. Tylko Luby nie był do końca zadowolony bo gdyż widział dużo różnic między książką a filmem. No cóż, jak przeczytam książkę to wtedy z nim podyskutuję na ten temat. Po filmie poszliśmy na zakupy. I zaliczyliśmy kolejny kompromis bo p...

Jak wiązać sznurówki?

Kiedyś jedna kobieta powiedziała mi, że źle wiąże sznurówki. Zdziwiłam się bo przecież miałam idealne kokardki przy moich ulubionych trampkach. A ona, że ja wiąże na dwie kokardki, jak dzieci w przedszkolu. A powinnam na jedną kokardkę, bo tak robią ludzi dorośli. No cóż, okazało się, że nie jeszcze dorosłam bo źle wiąże sznurówki. Moja kuzynka stwierdziła kiedyś, że nie jestem prawdziwą kobietą bo obieram ziemniaki obieraczką do warzyw. Mój błąd - powinnam obierać takim małym nożykiem, jak wszystkie w Polsce gospodynie domowe. I to nie ma znaczenia, że obieraczką jest mi łatwiej i szybciej. Powinnam nożykiem i już. Moja Mama zawsze mi powtarza, że najlepiej wieczorem naszykować sobie ubrania na dzień jutrzejszy. Ale co z tego, skoro rano mam już zupełnie inną koncepcję ubioru niż jakieś 7 godzin temu? Mogę planować cały czwartek, że w piątek ubiorę się w kremowe spodnie i marynarską bluzkę. A w piątkowy poranek i tak wyjdę z domu w pomarańczowej sukience. ...