To była miłość od pierwszego oddechu. Te pagórki, rzeki, kręte dróżki. Gdybym mogła to zostałabym tam jeszcze z tydzień. Czyste powietrze, jezioro Solińskie i ludzie tacy życzliwie - mogłabym tak wzdychać bez końca. Bieszczady są po prostu piękne! Dla tych widoków warto było tłuc się pociągiem od świtu do zmierzchu ponad 700km. Na pewno tam jeszcze wrócę.
Cały wyjazd odbył się bez większych problemów. Ja jakoś wyleczyłam przeziębienie ciepłymi herbatkami a Mój Luby miał poprawkę wczoraj dopiero, którą zaliczył na 3,5. Ale od początku:
Podróż w Bieszczady nie była taka męcząca. Od Wrocławia do Krakowa mieliśmy przedział tylko dla siebie więc ja mogłam położyć się spać a Luby na spokojnie uczyć się do poprawki. W Krakowie mieliśmy przesiadkę na busa więc nie było czasu na zwiedzanie. Potem 5-godzinna jazda bez przystanków - koszmar! Mało się nie pożarliśmy ze zmęczenia. 20km przed końcem kierowca przesadził nas do małego busa, aż w końcu wysadził nas na niewłaściwym przystanku. Byłam wściekła bo mówiłam kierowcy gdzie chcę wysiąść ale nie znam terenu i ciemno było więc skąd mogłam wiedzieć, że mam już wysiadać? Na szczęście Pan Młody szybko nas znalazł na innym przystanku.
Rodzice Pana Młodego mają tam piękny pensjonat więc mieliśmy całe mieszkanie dla siebie, dzieląc drugi pokój ze świadkiem i jego dziewczyną. I pierwszy raz nie cieszył mnie darmowy wifi. Powalił mnie na kolana widok z okna na Bieszczady. Cudo!
Następnego dnia zwiedzaliśmy okolicę. Wioski w tamtych stronach ciągną się kilometrami więc 2 godziny zajął nam spacer, wzdłuż połowy wioski. Potem spacerowałam jeszcze z Panną Młodą, która streściła mi program uroczystości. Wieczorem wyprasowałam chyba z 10 męskich koszul, ot taki mały relax przed ślubem.
Ominęły mnie przygotowania w dniu ślubu ponieważ pojechałam z Panną Młodą do fryzjera i kosmetyczki, więc nie było nas pół dnia. Potem miałam tylko godzinę aby się ubrać i zrobić makijaż. Ale wyrobiłam się na czas. Potem pomagałam Pannie Młodej się ubrać. Następnie był zwyczaj wykupywania Panny Młodej i Starościna chciała mnie sprzedać ale Pan Młody mnie nie chciał :) Po błogosławieństwie pojechaliśmy do kościoła. Przed mszą podpisałam ze Świadkiem dokumenty u księdza a potem czekaliśmy z Młodymi na wybicie godziny 15. Chyba pierwszy raz siedziałam taka sztywna w kościele. Trochę z nerwów, trochę z zimna, bo miałam na sobie sukienkę na ramiączkach i cienką marynarkę. Ale też dałam radę. Potem wspólne zdjęcie, bramy, życzenia, sto lat na sali. Więc zanim usiadłam przy stole to obiad był już zimny. Przy pierwszym tańcu wszyscy goście tańczyli w kółeczku więc nie zjadłam też deseru. Ale świadek załatwił mi podwójny deser na pocieszenie. Chyba dostali w kuchni zrypkę za to ponieważ potem dostawałam największe porcje jedzenia.
A potem to już tańczyłam, tańczyłam, jadłam i piłam - jak to na weselu. Razem ze świadkiem wyszliśmy na środek i pokazaliśmy gościom się jak tańczy kaczuchy. Nie wiedziałam, że jestem zdolna do takich rzeczy. Welonu niestety nie złapałam. Najwidoczniej nie jest mi pisane branie ślubu w ciągu najbliższego roku. Choć tak naprawdę nikt nie chciał tego welonu. Leżał na ziemi i czekał aż go ktoś podniesie. Gdybym stała bliżej to bym na pewno go podniosła ale nie chciałam biegnąć po całej sali dla głupiego welonu, żeby nikt nie pomyślał, że jestem zdesperowana. No trudno, może innym razem :)
Na poprawinach, po obiedzie, Świadek zabrał nas na zwiedzanie jeziora Solińskiego. Kupiłam wtedy też pamiątki dla rodziny, spróbowałam pierwszy raz w życiu oscypka oraz dostałam w prezencie kapcie- dziki. Poprawiny skończyły się koło 22. Jak wróciliśmy do pensjonatu to chciałam zostawić prezent Pannie Młodej i przy okazji pożegnać się z rodziną Pana Młodego. Mieliśmy iść na chwilę ale kieliszek, szyneczka, ciasteczko i tym sposobem balowaliśmy do północy. Takie poprawianie poprawin.
Na drugi dzień pobudka i wyjazd o 6 rano do Rzeszowa. Po 8 rano wsadzili nas w pociąg do Krakowa i o 12 mój Luby biegł kupować bilety a ja krakowskie obwarzanki. O 22 byliśmy w domu.
Ogólnie zabawa była świetna. Postanowiłam z Lubym wrócić jeszcze kiedyś w Bieszczady ale jak będzie lepsza pogoda bo trochę deszczowa aura była. Fajne wesele, cholera, fajne wesele! :)
Zdjęcia w zakładkach ;)
Cały wyjazd odbył się bez większych problemów. Ja jakoś wyleczyłam przeziębienie ciepłymi herbatkami a Mój Luby miał poprawkę wczoraj dopiero, którą zaliczył na 3,5. Ale od początku:
Podróż w Bieszczady nie była taka męcząca. Od Wrocławia do Krakowa mieliśmy przedział tylko dla siebie więc ja mogłam położyć się spać a Luby na spokojnie uczyć się do poprawki. W Krakowie mieliśmy przesiadkę na busa więc nie było czasu na zwiedzanie. Potem 5-godzinna jazda bez przystanków - koszmar! Mało się nie pożarliśmy ze zmęczenia. 20km przed końcem kierowca przesadził nas do małego busa, aż w końcu wysadził nas na niewłaściwym przystanku. Byłam wściekła bo mówiłam kierowcy gdzie chcę wysiąść ale nie znam terenu i ciemno było więc skąd mogłam wiedzieć, że mam już wysiadać? Na szczęście Pan Młody szybko nas znalazł na innym przystanku.
Rodzice Pana Młodego mają tam piękny pensjonat więc mieliśmy całe mieszkanie dla siebie, dzieląc drugi pokój ze świadkiem i jego dziewczyną. I pierwszy raz nie cieszył mnie darmowy wifi. Powalił mnie na kolana widok z okna na Bieszczady. Cudo!
Następnego dnia zwiedzaliśmy okolicę. Wioski w tamtych stronach ciągną się kilometrami więc 2 godziny zajął nam spacer, wzdłuż połowy wioski. Potem spacerowałam jeszcze z Panną Młodą, która streściła mi program uroczystości. Wieczorem wyprasowałam chyba z 10 męskich koszul, ot taki mały relax przed ślubem.
Ominęły mnie przygotowania w dniu ślubu ponieważ pojechałam z Panną Młodą do fryzjera i kosmetyczki, więc nie było nas pół dnia. Potem miałam tylko godzinę aby się ubrać i zrobić makijaż. Ale wyrobiłam się na czas. Potem pomagałam Pannie Młodej się ubrać. Następnie był zwyczaj wykupywania Panny Młodej i Starościna chciała mnie sprzedać ale Pan Młody mnie nie chciał :) Po błogosławieństwie pojechaliśmy do kościoła. Przed mszą podpisałam ze Świadkiem dokumenty u księdza a potem czekaliśmy z Młodymi na wybicie godziny 15. Chyba pierwszy raz siedziałam taka sztywna w kościele. Trochę z nerwów, trochę z zimna, bo miałam na sobie sukienkę na ramiączkach i cienką marynarkę. Ale też dałam radę. Potem wspólne zdjęcie, bramy, życzenia, sto lat na sali. Więc zanim usiadłam przy stole to obiad był już zimny. Przy pierwszym tańcu wszyscy goście tańczyli w kółeczku więc nie zjadłam też deseru. Ale świadek załatwił mi podwójny deser na pocieszenie. Chyba dostali w kuchni zrypkę za to ponieważ potem dostawałam największe porcje jedzenia.
A potem to już tańczyłam, tańczyłam, jadłam i piłam - jak to na weselu. Razem ze świadkiem wyszliśmy na środek i pokazaliśmy gościom się jak tańczy kaczuchy. Nie wiedziałam, że jestem zdolna do takich rzeczy. Welonu niestety nie złapałam. Najwidoczniej nie jest mi pisane branie ślubu w ciągu najbliższego roku. Choć tak naprawdę nikt nie chciał tego welonu. Leżał na ziemi i czekał aż go ktoś podniesie. Gdybym stała bliżej to bym na pewno go podniosła ale nie chciałam biegnąć po całej sali dla głupiego welonu, żeby nikt nie pomyślał, że jestem zdesperowana. No trudno, może innym razem :)
Na poprawinach, po obiedzie, Świadek zabrał nas na zwiedzanie jeziora Solińskiego. Kupiłam wtedy też pamiątki dla rodziny, spróbowałam pierwszy raz w życiu oscypka oraz dostałam w prezencie kapcie- dziki. Poprawiny skończyły się koło 22. Jak wróciliśmy do pensjonatu to chciałam zostawić prezent Pannie Młodej i przy okazji pożegnać się z rodziną Pana Młodego. Mieliśmy iść na chwilę ale kieliszek, szyneczka, ciasteczko i tym sposobem balowaliśmy do północy. Takie poprawianie poprawin.
Na drugi dzień pobudka i wyjazd o 6 rano do Rzeszowa. Po 8 rano wsadzili nas w pociąg do Krakowa i o 12 mój Luby biegł kupować bilety a ja krakowskie obwarzanki. O 22 byliśmy w domu.
Ogólnie zabawa była świetna. Postanowiłam z Lubym wrócić jeszcze kiedyś w Bieszczady ale jak będzie lepsza pogoda bo trochę deszczowa aura była. Fajne wesele, cholera, fajne wesele! :)
Zdjęcia w zakładkach ;)
Następnym razem musicie koniecznie się przejść w góry ;) Ja fanką chodzenia nie jestem, ale Bieszczady bardzo miło wspominam pod tym względem :)
OdpowiedzUsuńSuper, że się wesele udało!
Nie było za bardzo na to czasu :) No i przydałby się jakiś przewodnik lub chociaż ktoś, kto mógłby nas podwieźć a ciężko znaleźć takiego, jak wszyscy żyli ślubem :)
UsuńNo nie! Zamazałaś sobie twarz :( Ale piękne zdjęcia ;-) I musiałaś pięknie wyglądać! Ja uwielbiam góry, uwielbiam tę atmosferę.. I wesela uwielbiam :D Jak czytałam akapit o fryzjerze i kosmetyczce to pomyślałam sobie 'ach kobiety' :D My to jesteśmy jednak, no nie? ;-)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że się udało. I że krakowskie obwarzanki jadłaś! :D Dooobre są, no nie? :) Z serem najlepsze :P
Zdjęcie było robione o 5 w nocy więc szału nie ma :)
UsuńTo nic, że w domu młyn, trzeba dom dekorować, samochód ubrać, gości witać - wygląd najważniejszy :P
Mi najbardziej smakował solony, choć ze serem też był pyszny :P
Jest szał, ej :D Jest! :P
UsuńNo wiadomo, "pamiętaj, lepiej przyjść spóźnioną, niż źle wyglądającą" :P
No, bo z Krakowa. :D
A właśnie noc przed ślubem miałam sen, że się spóźniłam na ten ślub bo poszłam na zakupy na miasto i nie zdążyłam się wyszykować :P
UsuńKupiłam wszystkie rodzaje obwarzanek, jakie tylko mieli w sprzedaży :D
No my się śmiejemy z moim A., że my to na pewno zaśpimy na nasz ślub :P Bo śpiochy z nas ogrooooooooomne ;D
UsuńDałaś zarobić krakusom, oj :D
Ze mnie się śmieją, że się spóźnię bo się nie wyrobię :P
UsuńPewnie nie prędko teraz pojadę do Krakowa więc raz można :D
No jesteśmy "tylko" kobietami :D
UsuńKraków piękny, prawda?
Oj tak ale w jeden dzień niewiele zobaczyłam :) ale już jest motywacja aby ruszyć tyłek i jeszcze raz tam pojechać i to na dłużej :)
UsuńNo to zapraszam ;-)
UsuńJak będę jechać to napiszę o tym na blogu dużymi literami :)
UsuńZacnie :)
OdpowiedzUsuńTak jak powinno być :)
UsuńW sumie mogłam jeszcze welon złapać ale mniejsza z tym ;)
UsuńE tam,głupi zabobon ;P
UsuńTo dlaczego zawsze wzbudza największe emocje? :)
UsuńWe mnie wzbudza jedynie zażenowanie ;P
UsuńNigdy nie walczyłaś o welon? :)
UsuńA w inne zabawy weselne też się nie bawiłaś? :)
UsuńUnikałam jak ognia ;D
UsuńKiedyś też tak robiłam, wolałam patrzeć jak inni robią z siebie debili :) a teraz nie miałam wyjścia bo było mało młodych osób :P
UsuńMówi się trudno ;P
Usuńżyje się dalej :)
UsuńNo ;P
UsuńCieszę się,że wyjazd i wesele się udało.Wesele po to jest by się wybawić za wsze czasy.
OdpowiedzUsuńI tak się czuję, jakbym się wybawiła za wszystkie czasy :)
Usuńto super, że się wybawiłaś :)) ja welon złapałam tzn. kwiatki.. rok minął i dalej jestem panną głupie przesądy :P:P
OdpowiedzUsuńJa pewnie i tak nie wezmę ślubu w ciągu najbliższego roku ale tak dla frajdy sobie bym złapała ;)
UsuńTeż bardzo się cieszę z twojego wyjazdu.Bieszczady są rzeczywiście cudne.Wspaniałe miejsce na ślub.
OdpowiedzUsuńPodobno tydzień temu turyści ze Śląska brali tam ślub bo tak pokochali Bieszczady :)
UsuńBieszczady są zjawiskowe, mam tam rodzinę i w dzieciństwie często jeździłam :) Fajne wesela to rzadkość,pozazdrościć :D
OdpowiedzUsuńZjawiskowe ale ode mnie bardzoooo daleko :) 2 dni spędziłam w pociągu więc dla mnie to było okropne :) ale dla tamtych widoków warto było się pomęczyć :)
UsuńWracaj tam częściej, ale w bardziej komfortowych warunkach :)
UsuńZa daleko mieszkam :) a pociągiem się bardziej opłaca niż jazda samochodem :)
UsuńA Luby ma samochód? Niech Ci wycieczkę rocznicową na przykład zafunduje :D
UsuńBardziej to jego rodziców niż jego ale ma :P Chyba nie chciałabym takiego drogiego prezentu :)
UsuńI nie przyjęłabyś? :)
UsuńJeżeli miałabym jechać w Bieszczady to tylko wtedy, gdy świeżo upieczeni małżonkowie będą w Polsce :)
UsuńŚwiatowcy, jak widzę :) Gdzie mieszkają na co dzień?
UsuńW Anglii :) a poznali się w Irlandii :p
UsuńMmm... Chciałabym zobaczyć Londyn :)
UsuńJa też :) ale bardziej Madryt i Finlandię :D
UsuńOd dawien dawna mam wielką ochotę na weselę, ale teraz to już tym bardziej! Cieszę się, że wszystko się udało :)
OdpowiedzUsuńJa właśnie też miałam a już prawie wszyscy po ślubie w mojej rodzinie więc czekam na moje koleżanki :) a że moja przyjaciółka brała ślub w Bieszczadach to miałam takie 2 w 1 - wakacje i wesele ;)
UsuńNo u mnie w rodzinie wesela też się nie szykują. Póki co to wydaje mi się, że pierwsze będzie moje, a jak pewnie wiesz - nie mam go w planach w najbliższych latach ;D
UsuńFaajnie! :)
W sumie to są jeszcze 2 kuzynki w kolejce przede mną ale jedna powiedziała, że nie będzie brała ślubu i woli żyć na kocią łapę i być niezależna od faceta a druga ciągle zbiera kasę i coś zebrać nie może :)
UsuńTakich w rodzinie też mam, niby starsi, niby w związkach, ale im się do ślubu nie spieszy :)
UsuńI pewnie łaskawie chcą nas wepchnąć przed siebie ;)
UsuńPewnie tak. Z weselami jest tak, że ludzie lubią na nie chodzić, ale młodym rzadko się spieszy do ich wyprawiania. Co mnie właściwie nie dziwi, no ale... ;)
UsuńHeh sama się nie śpieszę, z byciem świadkową było tyle zamieszania a wyprawienie wesela to już wyższy poziom :)
UsuńUwielbiam taką organizację i marzy mi się wyprawianie wesela. Tylko żebym się pieniędzmi na nie nie musiała martwić. ;)
UsuńSwoje wesele to ja już mam zaplanowane od jakiś 5 lat, tylko detale się zmieniają, np. pan młody :D
Usuń"Będzie, będzie się zabawa, będzie się działo i znowu nocy będzie mało, będzie głośno, będzie radośnie znów przetańczymy razem całą noc" :)
OdpowiedzUsuńDokładnie tej nutki słuchałam przed weselem :D
UsuńAle piszesz tylko o samym weselu a nic a nic prawie nie napisałaś o tym jak się bawiłaś ze swoim Lubym :P Sprawdził się? Dobrze tańczy? :P
OdpowiedzUsuńA co do welonu :P Ja zawsze po niego biegnę i dlatego zawsze go łapię :P Pierwszy złapałam w wieku 14 lat i jakoś się jeszcze od tego czasu nie hajtłam xD Więc nie sprawdza się to :P
Welon jakoś przeżyję :) już mi w sumie lepiej :P ale na weselu wypiłam chyba z 3 kolejki sama :)
UsuńA dobrze tańczy :) szału nie ma ale ma taką fajną dziewczynę, która wszystkiego go nauczy :D
No ja myślę w takim razie :P Aczkolwiek czytam sobie graya obecnie i aż zaznaczyłam markerem cytat: "Nie ufaj mężczyźnie który potrafi tańczyć" :P
UsuńPanna młoda zawsze mi powtarzała, że jak para jest zgodna w tańcu to jest zgodna w życiu :) Ale ja osobiście uważam, że wolę mieć Pudzianowskiego niż Maseraka w tańcu :p najważniejsze, żeby chciał ze mną tańczyć :P
UsuńNo pewnie że tak :P I nie wiem czy to się zgadza z tym tańcem, bo ja z Ciachem bardzo dobrze tańczymy i zgodni w tańcu jesteśmy, ale w życiu.... niekoniecznie xD
UsuńKażdy ma swoją teorię :) Ja starałam się ją wyśrodkować :P
UsuńJa staram się w ogóle w nie nie wierzyć xD
UsuńZnając życie ja o swojej niedługo zapomnę :)
UsuńHehe. To prawda :P Pomyśl jakie by było ciężkie życie gdybyśmy się mieli każdym zabobonem przejmować jejuu... Czarne koty, zakonnice, kominiarz, rudzi faceci i nie wiem co jeszcze :P
UsuńA co z tym Rudym? :D
UsuńKiedyś słyszałam, że jak przejdzie rudy to się musisz uszczypnąć ale nie pamiętam właśnie co się stanie jak tego nie zrobisz :P Czy że będziesz brzydka, dostaniesz piegów, nie wiem :P
UsuńCholera, poszłabym sobie na takie fajne wesele. ;))
OdpowiedzUsuńKoleżanki? Kuzynki? Sąsiadki? Nikt nie planuje? :)
UsuńNo właśnie nikt! :D
UsuńTo liczysz na jakąś wpadkę? :P
UsuńNa pewno nie na swoją. ;P Poczekam a nóż (widelec :D) ktoś się jednak z rodziny albo znajomych znajdzie. ;P Nie mojej to mojego K. i może mnie zabierze. ;P
UsuńW ogóle zerknęłam na zdjęcia i cudną miałaś sukienkę.
Dziękuję :)
UsuńO patrz, o tym nie pomyślałam :) Wiem, że mój Luby miał jakieś wesele na początku roku ale nie poszedł bo nie miał z kim :)
A widzisz. ;P W listopadzie być może będę zaproszona na osiemnastkę, ale nie jestem pewna. ;)
UsuńO patrz, o 18 też zapomniałam :D
UsuńNo mi tak się teraz przypomniało, że jest jedna osoba jeszcze w tym roku. ;P
UsuńW tym roku to zostały już tylko moje urodziny, ale nie 18 ;)
UsuńNo moje też jeszcze zostały, i też nie 18. ;PP
UsuńKiedy masz? :)
Usuń25 listopada. ;))
UsuńJa 20 dni szybciej :))
UsuńAle też listopad. ;PP
Usuńwesela to fajna sprawa. :) ja zawsze bardzo je lubiłam. cieszę się, że się dobrze bawiłaś - to najważniejsze.
OdpowiedzUsuńFajna ale trochę kosztowna zabawa jak na jedną noc ;)
Usuńowszem kosztowna, ale taka okazja zdarza się raz na jakiś czas. :)
UsuńMi to raczej już nie prędko więc skorzystałam :)
Usuńno i bardzo dobrze! każdy zasługuje na to, żeby się tak pobawić. :D
UsuńA wesele nie są codziennie :P A Ty kiedy się na jakieś wybierasz? :)
Usuńno, jak na razie żadne mi się nie szykuje, ale bardzo chętnie bym się przeszła. :)
Usuńwesela :) najlepsze imprezy;)
OdpowiedzUsuńZdecydowanie wolę wesela od chrzcin i pierwszych komunii :)
UsuńWidze, że faktycznie zakochałaś się w tym miejscu :)
OdpowiedzUsuńOj tak :) Jak nie byłaś to gorąco polecam :)
Usuńmarzą mi się te Bieszczady od półtora roku, a dalej nie miałam okazji, żeby tam pojechać, a mam znacznie bliżej niż Ty ^^... może w końcu mi się uda kiedyś :P
OdpowiedzUsuńsuper, że zabawa tak się udała :)
Coś w tym jest :) W tym roku byłam nad jeziorem, nad morzem i w Bieszczadach - gdzie wszędzie jechałam prawie cały dzień a w góry mam godzinkę jazdy a nie byłam tam od paru lat :D
Usuńcute blog :)
OdpowiedzUsuńwhat about follow each other?
let me know :)
have a nice day!
xx
Veronica
No to się cieszę, że wszystko poszło po Twojej myśli :) opowiedz coś więcej o tym swoim Lubym :)
OdpowiedzUsuńA co chcesz wiedzieć? :)
Usuńogólnie chciałabym go zobaczyć tak jak Ty go widzisz :)
UsuńMoże kiedyś o tym napiszę :) Zapytaj mnie o to za kilka miesięcy :)
Usuńoj Bieszczady, na pewno sie tam kiedyś wybiore, lubię takie miejsca :)
OdpowiedzUsuńKoniecznie musisz tam pojechać :)
UsuńWiedziałam, że dasz sobie koncertowo radę jako świadek! :) A z tym welonem to kurczę oszystwo jest, przereklamowana sprawa. ;) Kolezanka już dwa razy złapała, a w ogóle nie zamierza brać ślubu.
OdpowiedzUsuńTak czytam o tych wszystkich zabawach i tradycjach i sama aż zaczynam sie denerwować, bo zaczynamy myśleć z Y. o dacie. Nieprędko, bo moze za dwa lata (kasę trzeba uzbierać - nie chcemy niczego brać od rodziców), ale on chce wesele. Ja bym nie chciała, ale taka akurat jest sytuacja, że mnie na rodzinie nie zależy - słabo ją znam, więc zaproszę kilkanaście osób, a on ma całą rodzinę w naszym mieście, z którą bardzo dobrze żyje... Zatem muszę pójść na kompromis. :)
U mnie jest podobnie - niby mam dużą rodzinę ale z połową nie utrzymuję kontaktu więc nie widzę sensu zapraszać kogoś, kogo tylko raz na oczy widziałam :)
UsuńA złapanie welonu jakoś przeżyję :) i tak nie planowałam ślubu w najbliższym roku ;) bardziej chciałam złapać dla poprawy humoru, dla zabawy :)
Prawda, złapać dla zabawy, bo zabawa na weselu jest najważniejsza. :)
UsuńTak właśnie a bawiłam się doskonale i wspomnienia mam jak najlepsze :))
UsuńMnie mimo wszystko wesela przerażają. Ale staram się to ukrywać, aby nie psuć innym humoru. :D
UsuńZwolenników jest więcej więc chyba nie masz innego wyboru :)
Usuńo rany, aż mi się przypomniało niedawne wesele na którym byłam :D byłaś świetnym świadkiem, a widzę, że i miejsce musiało być przepiękne :)
OdpowiedzUsuńja złapałam welon, mój partner też krawat chwycił, a dziś już nawet się nie spotykamy ... także sama widzisz, może i lepiej że nie złapałaś :P
Tak? Ojj to dobrze :) W sumie i tak nie planuję jeszcze wesela więc bardziej chciałam go złapać dla zabawy ale cóż :)
Usuńjeszcze nie jeden welon przed Tobą :D
UsuńJedna moja koleżanka powiedziała mi, że złapanie welonu przynosi pecha, chyba już nie chcę :P
Usuńto świetnie że wszystko sie udało i ten klimat Bieszczady i wesele piękna bajka ;)
OdpowiedzUsuńI szkoda, że tak szybko się skończyła :)
UsuńCholera, cholera, cholera, że też nie wiedziałam, żeś w Krakowie była! Kawy by się człek wspólnie napił ;)
OdpowiedzUsuńJak będę następnym razem to na pewno dam znać :)
UsuńChciałabym, ale... to trwa już tak długo. Już osowoiłam się z tym byciem samej, że aż będzie z tego kiedyś problem. A potem tylko wieczne pretensje, bo przecież: ' kiedyś tak nie było...'
OdpowiedzUsuńTylko, że kiedyś to już zamknięty rozdział. Musisz skupić się na budowaniu dobrej przyszłości, a przede wszystkim teraźniejszości...
Usuńsamo slowo Bieszczady juz brzmi super a co dopiero goralskie wesele i w ogole super :)
OdpowiedzUsuńGórali z ciupagami nie było ale troszeczkę się różniło od tradycji w moich regionach :) było naprawdę suuuper :)
Usuń:)
OdpowiedzUsuńhmm nikt nie chciał welonu dziwne, na weselach to wręcz sie o niego biją hehe ;)
OdpowiedzUsuńChyba żadnej pannie nie śpieszyło się do ożenku :)
UsuńNo to cieszę się, że impreza się udała! ;D
OdpowiedzUsuńBezproblemowo i to mnie cieszy ;)
UsuńJa też idę na wesele już się doczekać nie mogę :PPP
OdpowiedzUsuńFajnie że zabawa się udała :))
A kiedy idziesz? :)
Usuńach, Bieszczady... Magiczne miejsce, wracam tam co roku... Kiedyś postawię tam dom.
OdpowiedzUsuńSentymenty i wspomnienia, stamtąd przywiozłam sobie narzeczonego :)
Opowiedz coś więcej :) Proszę :)
Usuń