To była jedna chwila. Ułamek sekundy, gdy tracisz panowanie nad kierownicą. A potem wszystko dzieje się zbyt szybko. Samochód dachuje. Próbuję uwolnić się z pasów. Dzwonię pod 112. Ktoś wybija szybę i próbuje wyciągnąć mnie ze środka. Nadjeżdża straż pożarna, potem karetka i policja.
Mam lekki uraz czaszki, rozwalone kolano jestem poobijana. Ale żyję! A nawet więcej - nie mam nic złamanego ani zwichniętego. Siniaków nawet nie mam. Tylko mojego francuskiego auta już nie ma....
Trafiłam na Izbę Przyjęć. Lekarz na pogotowiu nawet mnie nie zbadał. Wysłał na prześwietlenie kolana. Potem położyli mnie na jakieś salce. Przez ten czas nie zbadał mnie żaden lekarz. Żadna pielęgniarka nie spytała się nawet jak się czuję. Po półtora godzinie pielęgniarka dała skierowanie i kazali udać się do chirurga. I to bez wózka, chociaż nie mogłam chodzić. W rejestracji kazali czekać cztery godziny na wizytę bo rano lekarz miał już limit pacjentów. No żesz! Przywieźli mnie z wypadku, nikt mnie nawet nie zbadał i kazali mi czekać parę godzin na wizytę u chirurga. Dopiero gdy mój kuzyn zrobił awanturę to lekarz mnie od razu przyjął. Chirurg również mnie nie zbadał, tylko wypisał skierowanie na oddział oraz na prześwietlenie czaszki. Położyli mnie na oddział. Pielęgniarki pobrali mi krew, po godzinie przyszedł inny chirurg, który wreszcie mnie zbadał. Potem wysłał na kolejne prześwietlenie- tym razem klatki piersiowej. Potem były zastrzyki, kroplówki...
Wczoraj wyszłam ze szpitala. Urolog chciał mnie zostawić na święta ale chirurg zgodził się abym już wyszła. Mam zapas leków przeciwbólowych. W razie czego mam dzwonić od razu na pogotowie. Wszystko mnie boli. Telefony i smsy od znajomych i rodziny dodają mi siły. Muszę dojść do siebie i przełamać strach. Muszę skupić się na powrocie do zdrowia. Oby wszystko było dobrze.
Mam lekki uraz czaszki, rozwalone kolano jestem poobijana. Ale żyję! A nawet więcej - nie mam nic złamanego ani zwichniętego. Siniaków nawet nie mam. Tylko mojego francuskiego auta już nie ma....
Trafiłam na Izbę Przyjęć. Lekarz na pogotowiu nawet mnie nie zbadał. Wysłał na prześwietlenie kolana. Potem położyli mnie na jakieś salce. Przez ten czas nie zbadał mnie żaden lekarz. Żadna pielęgniarka nie spytała się nawet jak się czuję. Po półtora godzinie pielęgniarka dała skierowanie i kazali udać się do chirurga. I to bez wózka, chociaż nie mogłam chodzić. W rejestracji kazali czekać cztery godziny na wizytę bo rano lekarz miał już limit pacjentów. No żesz! Przywieźli mnie z wypadku, nikt mnie nawet nie zbadał i kazali mi czekać parę godzin na wizytę u chirurga. Dopiero gdy mój kuzyn zrobił awanturę to lekarz mnie od razu przyjął. Chirurg również mnie nie zbadał, tylko wypisał skierowanie na oddział oraz na prześwietlenie czaszki. Położyli mnie na oddział. Pielęgniarki pobrali mi krew, po godzinie przyszedł inny chirurg, który wreszcie mnie zbadał. Potem wysłał na kolejne prześwietlenie- tym razem klatki piersiowej. Potem były zastrzyki, kroplówki...
Wczoraj wyszłam ze szpitala. Urolog chciał mnie zostawić na święta ale chirurg zgodził się abym już wyszła. Mam zapas leków przeciwbólowych. W razie czego mam dzwonić od razu na pogotowie. Wszystko mnie boli. Telefony i smsy od znajomych i rodziny dodają mi siły. Muszę dojść do siebie i przełamać strach. Muszę skupić się na powrocie do zdrowia. Oby wszystko było dobrze.
Cały NFZ... Doświadczenia moich znajomych z pogotowiem są niestety podobne.
OdpowiedzUsuńCałe szczęście, że jakoś się wylizałaś. Trzymaj się :*
I wesołych świąt. :)
Na szczęście na oddziale już się mną lepiej zajęli :)
UsuńCałe szczęście najgorsze już za mną :)
I nawzajem :)
Jak tam święta? :)
UsuńNa spokojnie, w gronie rodzinnym :) Nigdzie nawet nie wychodziłam z domu.
UsuńO rety! Ale mnie wystraszyłaś!
OdpowiedzUsuńAle jestem cała i tylko z jednym plasterkiem na kolanie :)
UsuńRety...jakie przeżycie miałaś...
UsuńAle najgorsze chyba przede mną bo niedługo będę musiała znowu usiąść za kierownicą :(
UsuńStrach trzeba...przynajmniej powinno się hm przełamać. Ktoś mi kiedyś powiedział, że strarch jest w naszej głowie.
UsuńJeszcze nikt nie stworzył auta pewnego na 100% więc muszę to wszystko sobie w głowie układać i dalej jechać.
UsuńTo prawda. Musisz sama sobie poradzić ze swoim strachem.
UsuńChciałabym wysłać Tobie zaproszenie na bloga.
Jeśli to nie problem, to napisz maila do mnie.
deszczonechwile@gmail.com
OMG! Dobrze, że nic więcej Ci się nie stało. Zawsze mam ciemne wizje. Powoli, powoli dojdziesz do zdrowia. W domu zawsze lepiej niż w szpitalu a bliskie osoby obok to dodatkowe wsparcie. Wesołych i zdrowych świąt!
OdpowiedzUsuńI tak nie było sensu tak zostawać bo leki mogę brać w domu a przez święta i tak nie zrobiliby żadnych badań. Powoli, ale dam radę :)
UsuńI nawzajem wesołych świąt :)
Dokładnie tak :) A po za tym bez sensu być w szpitalu skoro i tak nic się nie dzieje.
Usuń:*
Jakby co to mam od razu wzywać karetkę. A jutro i tak jadę po wypis ze szpitala więc będę widzieć lekarza.
UsuńMoże marne to pocieszenie, ale dobrze, że do poważniejszych rzeczy nie doszło. To będziesz wiedzieć co i jak.
UsuńJak to mówią - samochód rzecz nabywa, kupię sobie drugi. A zdrowie i życie trzeba szanować...
UsuńZdrowie i życie ma się tylko jedno, a rzeczy ... rzeczy to kwestia kupna.
UsuńOtóż to. Tylko auta szkoda :(
UsuńNo ale zdrowie ważniejsze. Nie takie straty w życiu są ... A jak się czujesz?
UsuńNo już lepiej, tylko ciągle plecy mnie bolą i kolano. Jutro jadę do chirurga na wizytę kontrolną.
UsuńTo w takim razie daj znać co powiedział. Powoli, powoli dojdziesz do siebie :) Trzymam kciuki :*
UsuńKolano powoli się goi, plecy bolą mniej czyli do przodu :)
UsuńNo i tak trzymać! To świetna wiadomość.
UsuńBrak słów na tych lekarzy,,
OdpowiedzUsuńNa pielęgniarkach też się zawiodłam...
Usuńale się wystraszyłam, najważniejsze że nic ci nie jest trzymaj się mocno kochana!
OdpowiedzUsuńBędę twarda jak skała :)
UsuńDziękuję Kochana :)
O matko :( ! Najważniejsze, że Tobie nic się nie stało!
OdpowiedzUsuńStrach kiedyś przejdzie.
A na tą naszą służbe zdrowia normalnie brak słów. :/
Wiem, że muszę jak najszybciej usiąść za kierownicą bo inaczej mój strach będzie się tylko powiększał :(
UsuńDokładnie tak, z czasem byłoby gorzej.
UsuńA co z autem? Kasacja?
No już go nie ma :(
UsuńZaraz po świętach muszę kupić nowe, żeby mieć czym do pracy dojeżdżać.
No tak, przełam się i usiądź za kierownicą. Podobno najtrudniejszy pierwszy raz po wypadku, a później jest ok.
UsuńW sumie już siedziałam za kierownicą ale tylko przez 2 minuty. Pojechałam kawałek na prostej drodze i zawróciłam. Chyba będą ze mnie ludzie :)
UsuńNa pewno! :)
UsuńCieszę się, że jest okej.
Zobaczymy na weekend, jak będę miała nowe auto. Oby też mi się dobrze prowadziło :)
UsuńTrzymam kciuki, żeby było ok. :)
UsuńJutro jadę do chirurga. na wizytę kontrolną i zobaczymy co i jak :)
Usuńdobrze, ze wyszłaś z tego praktycznie bez szwanku... aż strach pomyśleć. wracaj szybko do zdrowia i trzymaj się ciepło :*
OdpowiedzUsuńNawet nie chcę myśleć, jak to mogło się skończyć :)
UsuńDziękuje :*
ja też, brr.
Usuńnie dziękuj, tylko się skup na zdrowieniu ;)
Skupiam się ale teraz dopiero wszystko wychodzi - siniaki, bóle kręgosłupa itp. :(
Usuńwspółczuję :( mam nadzieję, że pomimo tego jak cię na początku potraktowali w szpitalu, to potem przynajmniej wykonali swoją robotę porządnie i te siniaki to nic poważnego.
UsuńCzy porządnie to bym się kłóciła. Ja się czułam kompletnie olana. I w sumie ich rola skończyła się na podaniu leków przeciwbólowych. A siniaki wkrótce znikną :)
UsuńA ja się właśnie zastanawiałam, dlaczego się nie odzywasz.. Ale mnie wystraszył ten post! Maleńka, najważniejsze, że żyjesz i jesteś cała! ;** bądź silna i wracaj szybko do zdrowia! ;*
OdpowiedzUsuńDo Ciebie to już muszę sie odezwać bo mi głupio :(
UsuńA to Polska właśnie .... co za masakra dobrze ze zyjesz i jest w miarę ok...trzymaj się buziaki!
OdpowiedzUsuńNasza piękna Polska i jej służba zdrowia :(
Usuńdziękuję :)
zdrówka !
OdpowiedzUsuńzdrówka !
OdpowiedzUsuńNaprawdę stał się cud! Jak dobrze, że nic Ci nie jest. Ale takie zdarzenie i to na święta!
OdpowiedzUsuńW tym roku w ogóle nie czuję świąt. Są bardzo spokojne. Ale masz rację - przeżyłam swój prywatny cud :)
UsuńJa nie czuję świąt przez pogodę. Nie ma to jak iść do święconki w śniegu, prawda?
UsuńAkurat u mnie śniegu nie ma ale w tym roku nie byłam w kościele przez ból w kolanie :/
UsuńPo wypadku, rozumiem?
UsuńTak. Chyba do końca nie czuję się na siłach przebywać wśród ludzi.
UsuńBiedna, zdrowiej... Ja.bym chyba pół szpitala rozniosła...
OdpowiedzUsuńMój kuzyn rozniósł za mnie :) Dziękuję :)
UsuńChciałabym Ci sprezentować na pocieszenie długi komentarz, ale... no, cholera, tak się tym przejęłam, że lipa.
OdpowiedzUsuńNapiszę tylko, iż cieszę się, że nic poważnego Ci się nie stało i jesteś z nami ;* Jakieś dobre duchy nad Tobą czuwają ;) Teraz tylko już kuruj się tak ostatecznie i unikaj stresu ;*
Los nade mną czuwa ;)
UsuńZ tym stresem to chyba nie będzie tak dobrze bo muszę znów usiąść za kierownicą a to nie będzie prosta sprawa :(
Rozumiem, ale wiesz... trzeba ten strach jakoś przerobić, on nie może Tobą kierować.
UsuńWiem, to ja muszę nad nim zwyciężyć!
UsuńO matko kochana.. kto śmiał w Ciebie wjechać?! Zaraz mu wykopyrtnę!
OdpowiedzUsuńMusisz wysokie obcasy założyć :)
UsuńNajważniejsze że nic się nie stało, zdrowiej :)
OdpowiedzUsuńSiniaki jakoś przeżyję a reszta jakoś się ułoży :)
UsuńPrzyjmij życzenia powrotu do zdrowia od nieznajomej. Zaraz zapoznam się z dalszą częścią Twojego bloga. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDziękuję :) również pozdrawiam i zapraszam częściej :)
UsuńNajważniejsze, że obeszło się bez większych urazów, wracaj do zdrowia, kochana. ;*
OdpowiedzUsuńMam wielkie szczęście, że się nie połamałam ani żadnych groźnych urazów nie miałam :)
UsuńKuruję się :)
a czemu straciłaś panowanie nad kierownicą? wyskoczyła Ci może sarna? straszne, przeraziłaś mnie. dobrze, że Tobie nic nie jest. Auta fakt szkoda... ale będzie lepsze z czasem, a lekarze? brak słów. trzymaj się, zdrowiej... leciuteńko przytulam, bo wszystko Cie boli jak pisałaś.
OdpowiedzUsuńPoślizg :( Nawet policja mnie pocieszała, że samochód - rzecz nabywa, kupie sobie nowe. Lekko może być, bo jeszcze plecy mnie bolą :( :)
UsuńBiedna.... zdrowiej :*
UsuńPamiętam mój wypadek. Była końcówka lutego, chyba nawet 29., bo rok przestępny. Przeceniłam moją przyczepność i wpadłam do rowu. Na szczęście nic mi się nie stało, ale nigdy jeszcze nie byłam w takim szoku.
OdpowiedzUsuńI jak sobie z tym poradziłaś? Długo to trwało?
UsuńU mnie nie było problemu z badaniami, więc następnego dnia śmigałam do szkoły. Miałam to szczęście, że nic mi się nie stało, nawet w palec się nie zraniłam.
UsuńCzyli Twój szok był krótkotrwały? :)
UsuńO kurcze...Zdrowia ci życzę...Mam nadzieję,że w końcu coś zmienią z tą służbą zdrowia,bo czasem nie idzie...
OdpowiedzUsuńTo jest mało powiedziane - nie idzie. Mój kuzyn chciał już iść do gazety ale musiał wyjechać zagranicę a ja nie mam ochoty bawić się w takie rzeczy ...
UsuńPowrotu do zdrówka życzę! Auta nie szkoda, ważne życie... Ale nie wiem czy wsiadłabym znów za kierownice po czymś takim.
OdpowiedzUsuńNo ja nie mam wyjścia - jeśli chcę pracować to muszę się przełamać :(
UsuńA nie masz autobusów? Ja już mam miesiąc samochód w naprawie (poszła skrzynia biegów) i chodzę na piechtę albo autobusem a to drugi koniec miasta :P
UsuńNie bardzo bo godziny nie pasują, a rano to bym nawet nie dojechała na 7:30 :)
UsuńTo kiepska sprawa. U mnie też godziny niby nie są odpowiednie, ale na piechotę dojdę :) Tylko jak deszcz pada to kiepsko :P
UsuńA jak Twój mężczyzna? Opiekuje się Tobą? :)
No ja 35km nie będę szła na piechotę :p ale jak miałam 4km na uczelnie to szłam czasami spacerkiem :)
UsuńNo 35 to nie :) to nawet samochodem koło 30 minut :)
UsuńAle... Naprawdę podziwiam Cię jeśli wsiądziesz. Ja miałam małą "zadrę" i do tej pory się trzęsę, że lusterko urwałam :P I Wilk woła,że jeżdżę za uważnie i za łatwo się denerwuję, ale jako jedyny wsiada bez marudzenia :)
Jeśli chcę dalej pracować to nie mam innego wyjścia. Zwłaszcza, że mieszkam na końcu świata i bez auta ani rusz :(
UsuńTo wiem, bo już napisałaś :) A jak się czujesz?
UsuńW sumie bez zmian. Nadal plecy bolą i kolano, ale cóż - podobno jeszcze trochę będzie boleć...
UsuńPoobijałaś się... Z resztą, po każdym skaleczeniu, uderzeniu boli. Więc i tu poboleć musi. Zdrówka :)
Usuńojej...współczuję,a jeszcze to jak Cię potraktowali to już istna parodia!
OdpowiedzUsuńściskam mocno i życzę szybkiego powrotu do zdrówka ;*
No parodia bo przecież mogłam mieć urazy wewnętrzne :(
Usuńale dziękuję :)
Rany boskie, jak to się stało?
OdpowiedzUsuńWpadłam w poślizg :(
UsuńAle aż tak? To gdzie Ty się tak śpieszyłaś? :/
UsuńNie tyle co się śpieszyłam bo szybko nie dało się jechać ale do pracy jechałam.
UsuńAle masz pecha odkąd zaczęłaś tam pracować. :/ Czym teraz będziesz jeździć do pracy?
UsuńJednak w trakcie kupowania nowego samochodu. Chcę jak najszybciej wrócić do pracy :)
UsuńCzyli masz urlop? Kochana wracaj jak najszybciej do zdrowia i oby kupno nowego samochodu poszło szybciej jak tego pierwszego :P
UsuńNie, jestem na zwolnieniu lekarskim do soboty :) Nawet nie chciałam więcej zwolnienia. Zwłaszcza, że w pracy mnie potrzebują :)
UsuńAle na pewno czujesz się na tyle dobrze by wrócić do pracy?
UsuńMatko i córko, myślałam, że to prima aprilis :/
OdpowiedzUsuńDobrze, że tylko tak się to wszystko skończyło.
Trzymaj się i wracaj do zdrowia.
Niektórzy myśleli tak samo jak Ty, że to zwykły żart :)
UsuńO matko, całe szczęście, że nic poważnego się nie stało! Życzę dużo zdrowia :*
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Miałam dużo szczęścia :)
UsuńAż mnie zmroziło... Kolosalna ulga, że nic gorszego nie miało miejsca. A służba zdrowia? Wiele widziałam, mimo to nie mam słów :(
OdpowiedzUsuńTulę do serca :***
Więc chyba doskonale mnie rozumiesz :(
UsuńNa szczęście nic poważnego mi nie jest :*
Chyba rozumiem jak nikt tutaj...
UsuńChyba tylko w serialach pokazują idealną służbę zdrowia :(
UsuńOglądam je czasem na zasadzie seriali komediowych, bo to naprawdę śmiechu warte.
UsuńBo tym co ostatnio przeżyłam to już nie zamierzam żadnych takich seriali oglądać :/
UsuńNie dziwię się... Ja jestem już tak zaprawiona w bojach, że jedynie ironia pozostaje.
UsuńU mnie niestety był płacz ale byłam w szoku. Dopiero teraz wiem, że powinnam krzyczeć na nich, żeby coś zdziałali. I to najlepiej przy innych pacjentach. Lekarze boją się, że ktoś popsuje im reputacje.
UsuńŻe tak nieładnie powiem... o kant dupy potłuc polską służbę zdrowia. Zdrowie psuje, nie służy.
OdpowiedzUsuńDobrze, że nic poważniejszego się nie stało! Zdrowiej :*
Ja swoim wypadkiem przeszkodziłam im w piciu kawy :/
UsuńTo jest najważniejsze :) dziękuję :)
Mam znajomego, który marzył o medycynie.. dopóki nie poznał lekarzy. "Nie chce być takim człowiekiem" - niby mają pomagać ludziom, a czasem mi się ciśnie na usta: niech Ci się to odbije czkawką, konowale. Niestety.
UsuńIm każdy przeszkadza. Kawa ważna rzecz, nie? :/
Dobrze, że Tobie nic poważnego się nie stało.
OdpowiedzUsuńMiałam ogromne szczęście :)
UsuńFarciara ;P
UsuńOgarnia mnie złość, gdy czytam o polskich lekarzach. Całe szczęście, że jednak nic się nie stało. Oby Ci się to już nigdy więcej nie przytrafiło.
OdpowiedzUsuńNo niestety i pomyśleć, że to na SOR-ze tak ludzi traktują :/
Usuńdobrze, że Tobie nic się nie stało :* trzymaj się :)
OdpowiedzUsuńTrzymam się. Czasu nie cofnę, musze tylko iść na przód :)
UsuńJeju dużo zdrowia!!!
OdpowiedzUsuńWitaj po dłuższej przerwie.
Dziękuję i witam ponownie :)
UsuńZdrowiej Kochana :)
OdpowiedzUsuńDziękuję Kochana :)
UsuńNie ma za co :)
Usuńeh, umarłby człowiek gdzieś na sali albo w kolejce i nawet by nie zauważyli :/ dobrze, ze nic poważnego Ci się nie stało!
OdpowiedzUsuńA wiesz, że ładnych parę lat temu tak się zdarzyło mojej ciotce? :(
UsuńO cholera, to narozrabiałaś :(
OdpowiedzUsuńTrzymaj się Kochana mocno i wracaj do pełni zdrowia i sił jak najprędzej!
A dokładnie to namieszałam sobie w życiu :(
UsuńDziękuję :) z każdym dniem jest coraz lepiej.
Życzę zdrowia :*
OdpowiedzUsuńojej masakra :( przeraziłaś mnie.
OdpowiedzUsuńSzybkiego powrotu do zdrowia
A w tych przychodnia to istny cyrk, powinny od razu Ciebie zbadać po takim wypadku dokładnie , bo na zewnątrz może być dobrze- ale można mieć krwotok wewnętrzny. Mam nadzieję, że jest już lepiej - biedactwo