Serce mi się wyrywa i krzyczy "Idiotko! Jedź do niej! Ona Cię potrzebuje". Ale rozum mnie powstrzymuje: "Po co tam pojedziesz? Co zrobisz? Ona tam ma swoją rodzinę, znajomych, dom, łóżko. Ucieczka nie jest dobry pomysłem. Bo od problemów się nie ucieknie".
Do Niego też nie zamierzam pisać. Nie będę się wtrącała. I co z tego, że chcę, żeby było dobrze między nimi? Nie chcę być kolejną przyczyną ich kłótni. Nawet nie mam prawa się wtrącać w ich sprawy. Co nie zmienia faktu, że mam wielką ochotę wygarnąć mu, że źle postępuje. Boję się, że ludzie w tym wieku już się nie zmieniają...
Ona też źle postępuje. Jest uparta jak osioł. Wiedziała jakie życie ją czeka z Nim po ślubie. Wiedziała jaki jest, znała jego charakter i mimo wszystko poszła za nim w ogień. I teraz się spala. Nie rozumiem tylko, dlaczego wszystko mu wypomina, a każdą najmniejszą pomyłkę wyolbrzymia jak sprawa wielkiej wagi.
A przecież przysięgali przed Bogiem miłość, wierność i uczciwość małżeńską. I że nie opuszczą drugiej osoby aż do śmierci. A tymczasem oboje pakują swoje walizki i idą w świat. Osobno. Nie wierzę, że przestali się kochać. Oni przestali ze sobą rozmawiać...
Do Niego też nie zamierzam pisać. Nie będę się wtrącała. I co z tego, że chcę, żeby było dobrze między nimi? Nie chcę być kolejną przyczyną ich kłótni. Nawet nie mam prawa się wtrącać w ich sprawy. Co nie zmienia faktu, że mam wielką ochotę wygarnąć mu, że źle postępuje. Boję się, że ludzie w tym wieku już się nie zmieniają...
Ona też źle postępuje. Jest uparta jak osioł. Wiedziała jakie życie ją czeka z Nim po ślubie. Wiedziała jaki jest, znała jego charakter i mimo wszystko poszła za nim w ogień. I teraz się spala. Nie rozumiem tylko, dlaczego wszystko mu wypomina, a każdą najmniejszą pomyłkę wyolbrzymia jak sprawa wielkiej wagi.
A przecież przysięgali przed Bogiem miłość, wierność i uczciwość małżeńską. I że nie opuszczą drugiej osoby aż do śmierci. A tymczasem oboje pakują swoje walizki i idą w świat. Osobno. Nie wierzę, że przestali się kochać. Oni przestali ze sobą rozmawiać...
Małżeństwo to zupełnie inna bajka, a rozmowa jest najważniejsza ... ale to trzeba zrozumieć i do tego dojrzeć...
OdpowiedzUsuńTen facet chyba nie dojrzał. Przykre ale prawdziwe :(
Usuńnie znam dojrzałych mężczyzn...
UsuńA kim dla Ciebie jest dojrzały mężczyzna?
Usuńm.in. taki co potrafi rozmawiać a nie tylko krzyczeć, taki co potrafi zmierzyć się z problemem a nie uciekać idąc na łatwiznę ;)
UsuńNie ma takich, są tylko marne podróby :P
Usuńno i tu jest problem ...
UsuńMyślisz, że gdzieś się uchował taki skarb?
Usuńnie, a jeśli nawet to na pewno jest już zajęty :P
UsuńPrzeze mnie jest zajęty :p W naszym zwiazku to ja jestem tym dzieciakiem który rzuca fochem a on, jako dorosły łazi za mną i mowi:
Usuń- no nie uciekaj, pogadaj ze mną. Zachowujesz się jak rozpieszczona jedynaczka.
-Ja jestem jedynaczka!!!
-(do siebie) wszyscy mowili, byle nie jedynaczke,.. no to mam:D
Wracając do postu... ja bym się nie wtracala, dorośli muszą rozwiązywać problemy sami...
Mój Ukochany podchodzi zawsze dojrzale i chce pogadać, to ja niekiedy nie chcę rozmawiać. On zdecydowanie woli podejść spokojnie do tematu i porozmawiać, aby znaleźć jakieś rozwiązanie lub kompromis.
UsuńPS Przepraszam, że się wcięłam! :)
Ostatnio czytałam taki artykuł na ten temat. To, że ludzie się kochają to nie ma znaczenia, ich drogi i tak się rozejdą jeśli mają różne spojrzenie na świat.
OdpowiedzUsuńTo smutne. Bo podobno miłość jest najważniejsza.
UsuńNiby tak, ale po prostu czasem sama miłość nie wystarczy.
UsuńTo jest ciężka sytuacja, ale wiesz dobrze, że nie możesz wchodzić między nich. Zobaczysz, że się pogodzą. Pierwszy kryzys małżeński kiedyś musiał nadejść :)
OdpowiedzUsuńNiestety to nie pierwszy i to mnie martwi :(
UsuńMuszą się dotrzeć. Dadzą radę. A jeśli nie to Ty i tak im nie pomożesz.
UsuńNie będę się wtrącała. Ale wiesz, zawsze stanę murem za nią bo w końcu ją znam dłużej itp.
UsuńNie no oczywiście tak, ja rozumiem całą sprawę i domyślam się jaki ból sprawia Ci ta sytuacja, że się kłócą... Zawsze szkoda takich zakochanych par. :(
UsuńNiektórym się wydaje, że po slubie coś się jednak zmienia... Ale to nei prawda. Mnie tez się tak wydawało... Miłośc potrafi byc ślepa, a cierpliwośc niestety wyczerpywalna..
OdpowiedzUsuńAle jednak ślub nie zawsze jest gwarancją zakończenia szczęśliwej bajki :(
UsuńO kim jest mowa? Bardzo cieżki temat...
OdpowiedzUsuńO mojej bardzo dobrej znajomej i jej mężu, którzy mają problemy małżeńskie. Tak w skrócie :)
UsuńA długo są małżeństwem? Skąd te problemy się wzięły? #Joannapsycholog
Usuńczasem słów brakuje, albo nie ma odpowiednich... może jak ochłoną, to je znajdą?
OdpowiedzUsuńWg mnie to obojgu by się przydał mocny kop w tyłek bo ja innego wyjścia nie widzę :(
UsuńZ boku najjaskrawiej widać, zwłaszcza pewne cudze błędy ale..za nikogo niestety życia i pewnych spraw nie naprawimy. Zwłaszcza tych, które są mocne jak mury, ale i słabe jak domki z kart zarazem...
OdpowiedzUsuńNie wiem na czym oni budują swój dom ale boję się, że ich fundament jest za słaby wiesz?
UsuńCzemu za słaby, skąd taki wniosek właśnie?
UsuńCzasem nie ma sensu się wtrącać.
OdpowiedzUsuńNieznośna jest tego typu bezsilność, gdy chce się pomoc, ale jednocześnie wie się, że nic dobrego tym się nie uczyni. Wtedy chyba jedyne bezpieczne wyjście to sugestia "gdybyś potrzebował/a się wygadać - wiesz, gdzie mnie szukać ". Ale prawda jest taka, że nigdy nie rozwiążemy problemów innych. Podobnie jak oni nie załatwią do końca sprawy z naszymi własnymi.
OdpowiedzUsuńPodobno po każdej burzy wychodzi słońce, moze i w ich wypadku tak będzie?
OdpowiedzUsuńA tak w ogóle... co powoduje te kłótnie? Przed ślubem też tak było? Może się jeszcze dotrą..
Zawsze ciężko patrzy się na rozstania. Ale jeśli Oni sami nie zrozumieją swoich błędnych zachowań to któż im pomoże?
OdpowiedzUsuńCzasem wtrącając się, zamiast pomóc można zaszkodzić. Czasem niestety tak bywa, że dopiero po ślubie okazuje się, że to nie ta, nie ten. :/
OdpowiedzUsuńJa dużą wagę przywiązuję do przysięgi małżeńskiej. Uważam, że z byle powodu nie warto się rozstawać, a należy podjąć walkę. Obserwując jednak otoczenie dochodzę do wniosku, że czasami lepiej się pożegnać i odżyć z kimś bardziej pasującym u boku. Niekiedy rozstanie to rozsądne rozwiązanie.
OdpowiedzUsuńSmutne. Ideały ideałami, ale rzeczywistość zabija je zbyt często... Dobrze, że się nie mieszasz, to sprawa między nimi.
OdpowiedzUsuńpodobno wina zawsze leży po obu stronach.. ale to przykre, kiedy dwie osoby zakochane w sobie niszczą to uczucie...
OdpowiedzUsuńczasem lepiej się nie wtrącać, bo potem tylko pretensje.
Niestety takie sytuacje się zdażają i przykro na to patrzeć, ale wszystkiego nie wiemy co się działo między nimi a oni pewnie nie chcą tego wyciagać na światło dzienne...
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem nikt nie ma prawa wtrącać się między małżeństwo... są dorosłymi ludźmi i sami powinni rozwiązywać swoje problemy. Jeśli jest im dane być ze sobą to wrócą do siebie. Może to brzmi okrutnie dosyć, lecz takie jest moje zdanie. Mimo wszystko trzymam kciuki za Twoich znajomych. :)
OdpowiedzUsuńja też tak sądzę że miłość jest ale rozmowy brak
OdpowiedzUsuńA może ten kryzys jest potrzebny...? Ciężkie chwile często zbliżają ludzi do siebie..
OdpowiedzUsuńKazde malzenstwo czasem pzrechodzi kryzys...ja tez jestem juz po kryzysie...zazegnalismy go, bo kochamy sie i nie chcielismy sie nawzajem stracić i teraz jest jeszcze piekniej niz bylo :) moze jeszcze sie pogodza, badz dobrej mysli :)
OdpowiedzUsuńP.S. Dobra wiaodmosc jest taka, ze list juz napisalam kilka dni temu, tylko nie mialam kiedy go wyslac, ale w tym tyg. juz na pewno go wysle :)
Fakt, najgorzej, kiedy się ze sobą nie rozmawia. I nie wolno się poddawać, kiedy raz się nie uda... trzeba próbować do skutku...
OdpowiedzUsuńNo właśnie, bark rozmowy, to chyba najgorsze, co może być. Wiele związków, przyjaźni i wszystko inne kończy się właśnie przez to, że ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać. Smutne.
OdpowiedzUsuńKiedy brakuje rozmowy, można zapomnieć o ratowaniu czegokolwiek, gdyby chociaż były chęci... a sama świadomość, że jest się w małżeństwie powinna być takim impulsem do tego, by o to walczyć. Ale oni sami muszą sobie z tym poradzić, nikt za nich tego nie zrobi, kto wie, może przezwyciężą ten kryzys, jak nie teraz, to później, z czasem..
OdpowiedzUsuń