Kilka dni temu Vill zapytała mnie, co robię aby zbudować swoją pewność siebie. I od tych kilku dni zastanawiam się nad odpowiedzią. Bo uważam, że zasadnicze jest pytanie "Dlaczego nie mam tej pewności w sobie?". Na to pytanie znam odpowiedź bardzo dobrze - dzieciństwo. Brak rodzeństwa, niepełna rodzina, brak innych małych dzieci w rodzinie, nie chodzenie do przedszkola - wszystkie te czynniki sprawiły, że jestem cholernie nieśmiałą osobą. Bo się wstydziłam wszystkiego. I przepraszałam za wszystko. Bałam się odezwać bo bałam się skompromitować. W podstawówce i w gimnazjum przeszłam piekło. W liceum było lepiej, ale też nie było idealnie. Byłam uważana za klasowego geniusza, który zna odpowiedź na wszystkie pytania nauczycieli. A ja byłam bliska depresji. Na studiach przeszłam renesans, jednakże późniejsze przeżycia związane ze zdrowiem oraz bezrobociem znów zagoniły mnie do ciemnego kąta.
Dopiero obecna praca otworzyła mnie na ludzi. Staram się więcej rozmawiać z różnymi osobami, wymieniać poglądami, opiniami, informacjami. I niezwykle silnie motywuje mnie fakt, iż doradzam coś komuś a w odpowiedzi słyszę, iż mam rację. Mocno działają też słowa, że "ładnie wyglądam" tudzież "świetnie to napisałaś". Niby nic a jednak działa.
Ostatnio miałam niemiłą wymianę zdań z dziewczyną, z którą chodziłam do szkoły średniej (bo koleżanką nie mogę jej nazwać). Oskarżyła mnie, że wtrącam się do jej życia łóżkowego. Myślę sobie - okej, niby kiedy? Przecież nie mamy ze sobą kontaktu od ponad 7 lat! Jednak po chwili uświadomiłam sobie, że popełniłam jeden błąd - zapytałam wspólnej znajomej czy ona jest w ciąży bo tak wynika z jej zdjęć. I tyle. Nie krytykowałam, że jest gruba itp. Jedno głupie pytanie. A ta znajoma (którą uważałam za przyjaciółkę) wszystko jej powiedziała. Zauważyłam za to zmianę w swoim zachowaniu. Bo będąc tą nieśmiałą nastolatką to pewnie przepraszałabym tą dziewczynę za wszystko i błagała o wybaczenie. I płakała pół nocy a nawet parę tygodni. A tymczasem odpowiedziałam jej, że czasu nie cofnę i nic się właściwie nie stało. Jak zakończyła się ta historia? Ona powiedziała, że rozgadana o mnie w mieście, w którym chodziłam do szkoły, jaka byłam ponad 7 lat temu i jak się zachowywałam. To już mnie całkiem rozbawiło bo tak naprawdę w tamtym mieście praktycznie nie bywam a ze starymi znajomymi nie mam kontaktu. No i przecież nie będę zniżała się do jej poziomu a też mogłabym dużo na jej temat powiedzieć.
Zrozumiałam tamtej nocy, iż stwierdzenie "nie przejmuj się" jest tylko pustym frazesem. Bo ja będę się przejmowałam tym co mówi do mnie moja Mama, mój chłopak, moja przyjaciółka czy mój szef. Bo wiem, że oni nie chcą dla mnie źle i nawet jeśli mnie skrytykują to wszystko dla mojego dobra, żebym szybko wyciągnęła wnioski. Ale nie zamierzam już przejmować się co mówią o mnie pseudo znajomi, z których widzę raz na parę lat. Bo oni nie znają całej prawdy, nie wiedzą co przeżyłam i co czułam.
Wiecie co jest najtrudniejsze w budowaniu pewności siebie? Najtrudniejsze to stanąć przed lustrem i powiedzieć "Jestem piękna, mądra, wspaniała i jestem wartościową osobą". Potem trzeba pokochać siebie, razem ze swoimi wadami i słabościami. Trzeba pokochać własne ciało, nawet jeśli nie jest idealne. Równocześnie trzeba być spontanicznym, dużo rozmawiać z innymi ludźmi i nie robić z siebie ofiary. Przede mną jeszcze długa droga, ale przecież każdy dzień to nowa szansa :)
Dopiero obecna praca otworzyła mnie na ludzi. Staram się więcej rozmawiać z różnymi osobami, wymieniać poglądami, opiniami, informacjami. I niezwykle silnie motywuje mnie fakt, iż doradzam coś komuś a w odpowiedzi słyszę, iż mam rację. Mocno działają też słowa, że "ładnie wyglądam" tudzież "świetnie to napisałaś". Niby nic a jednak działa.
Ostatnio miałam niemiłą wymianę zdań z dziewczyną, z którą chodziłam do szkoły średniej (bo koleżanką nie mogę jej nazwać). Oskarżyła mnie, że wtrącam się do jej życia łóżkowego. Myślę sobie - okej, niby kiedy? Przecież nie mamy ze sobą kontaktu od ponad 7 lat! Jednak po chwili uświadomiłam sobie, że popełniłam jeden błąd - zapytałam wspólnej znajomej czy ona jest w ciąży bo tak wynika z jej zdjęć. I tyle. Nie krytykowałam, że jest gruba itp. Jedno głupie pytanie. A ta znajoma (którą uważałam za przyjaciółkę) wszystko jej powiedziała. Zauważyłam za to zmianę w swoim zachowaniu. Bo będąc tą nieśmiałą nastolatką to pewnie przepraszałabym tą dziewczynę za wszystko i błagała o wybaczenie. I płakała pół nocy a nawet parę tygodni. A tymczasem odpowiedziałam jej, że czasu nie cofnę i nic się właściwie nie stało. Jak zakończyła się ta historia? Ona powiedziała, że rozgadana o mnie w mieście, w którym chodziłam do szkoły, jaka byłam ponad 7 lat temu i jak się zachowywałam. To już mnie całkiem rozbawiło bo tak naprawdę w tamtym mieście praktycznie nie bywam a ze starymi znajomymi nie mam kontaktu. No i przecież nie będę zniżała się do jej poziomu a też mogłabym dużo na jej temat powiedzieć.
Zrozumiałam tamtej nocy, iż stwierdzenie "nie przejmuj się" jest tylko pustym frazesem. Bo ja będę się przejmowałam tym co mówi do mnie moja Mama, mój chłopak, moja przyjaciółka czy mój szef. Bo wiem, że oni nie chcą dla mnie źle i nawet jeśli mnie skrytykują to wszystko dla mojego dobra, żebym szybko wyciągnęła wnioski. Ale nie zamierzam już przejmować się co mówią o mnie pseudo znajomi, z których widzę raz na parę lat. Bo oni nie znają całej prawdy, nie wiedzą co przeżyłam i co czułam.
Wiecie co jest najtrudniejsze w budowaniu pewności siebie? Najtrudniejsze to stanąć przed lustrem i powiedzieć "Jestem piękna, mądra, wspaniała i jestem wartościową osobą". Potem trzeba pokochać siebie, razem ze swoimi wadami i słabościami. Trzeba pokochać własne ciało, nawet jeśli nie jest idealne. Równocześnie trzeba być spontanicznym, dużo rozmawiać z innymi ludźmi i nie robić z siebie ofiary. Przede mną jeszcze długa droga, ale przecież każdy dzień to nowa szansa :)
Madre słowa! Chyba nic więcej dodawać nie trzeba ;)
OdpowiedzUsuńCzy mądre to nie wiem ale na pewno z głębi serca :)
UsuńJa miałam podobnie - niepełna rodzina, brak rodzeństwa, i byłam nieśmiała. Ale za to chodziłam do przedszkola, w podstawówce miałam znajomych, z którymi się kolegowałam. Schody zaczęły się w liceum, kiedy niby porządna klasa - profil biol - chem - a owarzystwo szemrane. Ale miałam kilka koleżanek, więc może miałam nieco lepiej niż Ty, ale też było mi ciężko.
OdpowiedzUsuńNie no, tak tragicznie nie było :) zawsze miałam swoje grono koleżanek więc ogólnie samotna nie byłam i nie spędzałam przerw sama :)
UsuńNo ja też nie spędzałam przerw sama bo zawsze byłam gadułą. :)
UsuńI tak już zostało? :)
UsuńMoże nieco mniej. Zaczęłam mówić mniej jak poszłam na studia, chociaż jak jest temat to rozmowa klei się bez końca.
UsuńJa jestem osobą, która bardziej slucha niż przemawia. Publiczne wystąpienia bardzo mnie paraliżują. Po prostu ich nie cierpię :(
UsuńJa też, ale warto się przełamać. Nie przepadam za rozmową, chociaż byłabym dobrym zarządcą w grupie ludzi podobno :p
UsuńTa laska jest chyba bardzo zakompleksiona skoro tak zareagowała. Nie powiedziałaś przecież nic złego.
OdpowiedzUsuńJa z pewnością siebie jakoś nigdy problemu nie miałam. A roszeństwa nie miałam dłuugo(moja siostra ma dopiero 8 lat), rodziców ciągle nie było, ale zawsze miałam jakiś magnes przyciągania do siebie nowych ludzi i o watysliwości nie było mowy.
Myślisz, że zakompleksiona, tylko się zgrywa? Bo w jej poważaniu to ona jest najpiękniejsza i najfajniejsza :/
UsuńJa zyskuje przy bliższym poznaniu :)
Tak myślę. Bo jednak ciąża to powód do dumy jakby nie było i te kg "cieszą". A ona zareagowała tak dziwnie. Jakby nie miała z tym problemu to by olała. :P mnie kiedyś o ciąże podejrzewali, to jeszcze przytakiwałam, a A. na wiadomości z gratulacjami odpisywał, że dziękuje. :P
UsuńTo też jakby nie było to dobrze. :)
Kurde, ale błędów tam narobiłam. ;D no ale... wcześnie było. :D
Ale najlepsze to wszystko publikuje na swojej ścianie, łącznie z tym co je, gdzie jedzie itp. a potem ma pretensje, że ludzie plotkują :p
UsuńHaha ja co kilka miesięcy mam fazę ciążową - wmawiam sobie, że jestem w ciąży po prostu :p albo nazywam to ciążą spożywczą :p
Po ciemku pisałaś? :D
Haha nie lubię tych osób, które tak wszystko na fejsie publikują. Historia całego życia z wszystkimi szczegółami. :P a moja tablica ma z 3 albo 4 zdj. Xd
UsuńJa to w ciąży jestem z 20 razy w roku, haha. :D
UsuńZaspana byłam. :D
A ona wszystko pisała :p wiedziałam jakie ma sprawę rozwodową, w co jej dzieci idą do szkoły, itp i w ogóle z nią nie gadając - wiedziałam wszystko :) ale teraz fejs zmienił ustawienia i już nie są publikowane wszystkie statusy znajomych :p a ja jestem najlepsza - jedno zdjęcie rocznie :) i w tym roku ani jednego :p
UsuńTo średnio 2 razy w miesiącu :p to już byłaś w tym, czy jeszcze nie? :D
Masakra. :D jak ktoś z Moich znajomych tak robi to od razu wyłączam obserwacje i minsię posty tej osoby nie pojawiają. :D
UsuńTo szalejesz. :D
Każdy ból brzucha to A. wmawia mi ciążę, hahah.
A tak to widzisz posty pozostałych znajomych?
UsuńZaszaleję jak dodam :P
Ostatnio było w jakimś głupim serialu, że dziewczyna mówiła swojemu chłopakowi, że jest w ciąży bo boli ją ząb :D
Pozostałych tak. Jak wchodzisz na profil poszczególnej osoby, to tam masz "Obserwuj" i jest to zsznaczone, to odznaczam i wtedy tylko tej jednej osoby posty mi się nie pokazują (chyba, że wejdę na jej profil). I nie wiem czy wszędzie tak jest, na pewno na telefonie, nie wiem jak na komputerze. :P
UsuńNoo :D
Haha o masakra. :DD
Dla mnie to skomplikowane :p mam dużo znajomych zaobserwowanych a postów nie widzę :( a ja głównie na kompie sprawdzam fejsika :p
UsuńCzy Ciebie też boli ząb? :)
To nie wiem czemu. :/ mi wszystko wyświetla, a np. A. jak ma polubioną jakąś strone to jemu postów z tej strony nie pokazuje. Dziwne to. :O
UsuńZąb to mnie bolał tylko dwa razy w życiu. :D raz jak miałam 6 lat to mleczak, którego mi wyrwali.:P i cztery lata temu szóstka, którą nasza dentystka-sadystka też mi wyrwała. :D także już nie pamiętam co to ból zęba. :P
Ps. Dodałam Cię na insta z prywatnego konta. :P
Ps. 2. To z dziwnym awatarem, laski w dziarach to moje konto. Xd
Ps. 3. Nie przeraź się. :D
wiele w tym prawdy i przechodziłam przez coś podobnego. we wsi dzieci w moim wieku nie było, przedszkola też, kiedy poszłam do zerówki wszyscy się bawili, a ja się bałam podejść. a w szkole 90% znajomych pojawiało się na sprawdzianach albo kiedy nie mieli skąd wziąć pracy domowej.
OdpowiedzUsuńpraca z ludźmi wiele daje, u mnie są teraz i zajęcia fitness i zumba i salsa dla dzieci i warsztaty plastyczne + jeszcze kurs komputerowy i normalne wypożyczanie książek jak to w bibliotece i zawsze do tych ludzi trzeba iść, zapytać, czy wszystko mają, czy coś przynieść, klucz do sali dać, głośniki, laptop i milion innych spraw. na początku z szefową chodziłam, ale teraz już nie mam oporów. a ludzie? zawsze będą gadać. i chyba warto przejmować się właśnie tak jak napisałaś - tym, co mówią do nas, aby pomóc, a nie obgadywaniem nas.
W ogóle zajęcia z innymi ludźmi pozwalają się otworzyć. Szkoda tylko, że na moim końcu świata mało jest takich atrakcji czysto społecznych, gdzie ludzie mogą spotkać się i porozmawiać :)
Usuńtrzeba dążyć do tego że wierzyć w siebie, tak lepiej, latwiej sie zyje ;)
OdpowiedzUsuńI powoli osiągam to w swoim życiu :)
Usuńnad moją pewnością siebie, bardzo długo pracowałam ... ale się udało :)
OdpowiedzUsuńI jak tego dokonałaś? :)
UsuńKtoś mi pomógł ;)
UsuńPamiętam, że jakiś czas temu pisałam całą serię postów na temat pewności siebie :-) Ja Ci powiem, że to chyba zależy od sytuacji. Bo wśród ludzi, których znam czuje się pewnie, jestem świadoma swojej wartości, ale już rzucona na nowe miejsce, jak np. W całkiem nowej pracy,to chodziłam jak nieśmiała trusia przez pierwszy tydzień :-P
OdpowiedzUsuńCoś w tym jest :) Bo w grupie swoich znajomych czy kolegów też wiem na jakie zachowania mogą sobie pozwolić, a jak wchodzę do nowej grupy to trzeba się zintegrować i czasami jest ciężko...
UsuńO tak. Nie wiemy co można przy tych nowych osobach powiedzieć, a czego nie. Czy mają poczucie humoru, jeśli tak, to jaki żart może okazać się niewłaściwy? Dlatego chyba trzymamy się początkowo na dystans. Dla własnego bezpieczeństwa. :P
UsuńA może popełniamy błąd i trzeba się parę razy zbłaźnić na początku ale potem mieć co wspominać niż udawać sztywniaka, dla własnego bezpieczeństwa? :p
UsuńNo właśnie nie wiem, ale wolę się chyba zbłaźniać przed znajomymi, niż ludźmi, których co dopiero poznałam. :D
UsuńMądry post, polać Ci! W sumie mam odwrotnie, bo zawsze byłam dosyć śmiała, a od czasów studiów nastąpił regres, stopniowe zamknięcie w sobie. Bardzo pomaga mi blog w zachowaniu kontaktów jako takich, ale na żywo muszę się wielu rzeczy uczyć od nowa.
OdpowiedzUsuńWiem co, tak sobie myślę, że to kwestia jakich ludzi spotykamy w życiu. Bo czasami spotykamy na swojej drodze, które albo nas ukierunkują albo wręcz przeciwnie - zrobią z nas życiową sierotę :)
UsuńTo ja ostatnio miałam szczęście do opcji drugiej :P
UsuńJa jakaś nieśmiała nigdy nie byłam, chociaż miałam pewne opory, ale chyba nie mogę nazwać siebie tak do końca pewną siebie... :P
OdpowiedzUsuńA co do przejmowania się tym co ktoś mówi, jeżeli nie mówi Ci tego na złość, a po to by Ci coś uświadomić albo pomóc, to możesz posłuchać, jednak wszystkiego do siebie brać nie musisz, chociaż ponoć wy.je.ba.ne też trzeba umieć mieć. ;)
I właśnie o tym napisałam :) jeżeli ktoś zwraca uwagę na moje błędy to tylko po to, abym mogła je naprawić a nie zgnoić moją osobą :) Fakt, to nawet sztuka, której jeszcze nie potrafię :p
UsuńCoraz mniej jest takich ludzi, niestety. ;)
UsuńCo prawda to prawda. Też chyba nie potrafię, przynajmniej w niektórych sprawach.
Super wpis, zgadzam się z tym, co napisałaś. Ja też zawsze byłam nieśmiała, ale praca, kontakt z ludźmi - zmienił mnie, jestem bardziej otwarta i pewna siebie (oczywiście to nie jest jeszcze szczyt marzeń, ale tyle mi wystarczy, by moc normalnie funkcjonować w tym świecie) ;)
OdpowiedzUsuńA ta dziewczyna zachowała się tak, jakby miała 5 lat..
To jestem dokładnie w tym samym momencie, co Ty :)
UsuńA podobno jest w moim wieku :P
Jej jak dawno tu nie byłam. Aktualnie chodzę do gimnazjum, ale za rok już będę w technikum więc odejdę z mojej dość dziwnej szkoły. Ehh no cóż, ja nawet z rodzeństwem, czy pójściem do przedszkola jestem nieśmiała. Najgorsze, to jak ty określiłaś. Popatrzeć w lustro i powiedzieć sobie, że jest się "ładną, mądrą" itp. Szczególnie dla osób, które nie umieją pokochać siebie. Jest coraz lepiej. Dowiedziałam się, że lepiej nie przejmować się tymi pseudo znajomymi. :)
OdpowiedzUsuńhttp://dziennik-ali.blogspot.com/
A potrafisz tak sobie powiedzieć, prosto w twarz? Bo ja już nie, chociaż kiedyś miałam z tym wielki problem :)
UsuńBycie pewnym siebie to czasem wiele lat pracy i budowania swojego miejsca na ziemi...moja pewnosc siebie troche upadła gdy zostawil mnie kiedys byly faet i pozniej potzrebowalam wielu dlugich miesiecy a nawet lat zeby odzysac pewnosc siebie...teraz jest z tym roznie...raz jest ok, raz nie, ale caly czas walcze z tym...
OdpowiedzUsuńJa też z tym ciągle walczę. Też kiedyś się załamałam po rozstaniu ale już sobie wszystko przetłumaczyłam co i jak, więc chwilowo jest lepiej :)
UsuńU mnie chwilowo jest z tym gorzej z roznych wzgledów ale wierze ze bedzie lepiej :)
UsuńJa też cały czas szukam drogi do budowania pewności siebie i takie historie jak Twoja są motywujące. Nawiasem mówiąc ta znajoma ma nieźle w bani pokręcone ;)
OdpowiedzUsuńOd Ciebie powinnam się uczyć świadomości swojego wyglądu :)
Usuńzgadzam się - pokochanie siebie nie jest proste, przecież znamy się najlepiej na świecie, widzimy wszystkie wady, niedociągnięcia, ale warto to zrobić, starać się każdego dnia. trzymam kciuki za siebie i za Ciebie
OdpowiedzUsuńA ja trzymam kciuki za Ciebie :) bo ważne aby żyć swoimi zaletami a nie wadami :)
UsuńJa mam czasem tylko przebłyski pewności siebie. Zazwyczaj jestem nieśmiała. :)
OdpowiedzUsuńhttp://justdaaria.blogspot.com/
Zabawna ta Twoja znajoma, bardzo:p
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Tobą, trzeba akceptować siebie i pokochać się takim jakim się jest. Nie zmieniać się na siłę, nie zmieniać dla innych, ewentualnie zmieniać wyłącznie po to, żeby być bardziej szczęśliwym:)
Powtarzanie sobie, że jest się idealnym też poodbudowuje :D
OdpowiedzUsuńhttp://typical-writers.blogspot.com/
Byłam tak samo nieśmiała w czasach szkolnych i w zasadzie nadal jestem. Pewność siebie moze byc taka ulotna...
OdpowiedzUsuńBudowanie pewności siebie....jak te temat bardzo mnie teraz dotyczy.
OdpowiedzUsuńW dzieciństwie i jako nastolatka pewności siebie nie miałam w ogóle. Przez ostatnie lata udało mi się ją zbudować, ale teraz znów muszę zaczynać od zera...
Pozdrawiam
Nie jedna osoba mogłaby się od Ciebie nauczyć tej mądrości życiowej... Gratuluję, Alicjo.
OdpowiedzUsuń"Brak rodzeństwa, niepełna rodzina, brak innych małych dzieci w rodzinie, nie chodzenie do przedszkola" - u mnie prawie wszystko tak samo, tylko ze ja mam pełną rodzinę a do przedszkola chodziłam rok (później stanowczo odmówiłam, bo nie lubilam:p) a zawsze byłam pewna siebie, czasem aż za bardzo:)
OdpowiedzUsuńnowy dzień nowa szansa a ja wiem ze jesteś wartościowa i na pewno piękna bo tak stworzył siebie bóg nieśmiała kiedyś dziś pewniejsza siebie pamiętaj jesteś wyjątkowa:)
OdpowiedzUsuń