Ostatni tydzień nie należał do najlepszych. Jakieś łzy, niepotrzebne kłótnie, wzajemne pretensje, ciche dni. I to wszystko na tle naszego rocznicowego tygodnia. No cóż, podobno nie ma związków idealnych. Już się przyzwyczaiłam do durnych pomysłów mojego Lubego ale teraz zdecydowanie przesadził. Po rozmowie z bliżej niekreślonym Brytyjczykiem, wymyślił sobie, że pojedzie na praktyki do Anglii.
Tylko chyba nie zdaje sobie sprawy, że nie jest tak łatwo dostać się na praktyki w obcym kraju. A nawet jeśli by się dostał to by zapewne pracował fizycznie jakieś 8 godzin. Możliwe, że straci od godziny do dwóch czas na dojazdy. Trzeba doliczyć do tego jakiś bilet miesięczny czy też paliwo. Do tego dochodzą koszty wynajęcia mieszkania. A w mieszkaniu nic samo się nie zrobi. Nie będzie Mamy ani ukochanej dziewczyny, która ugotuje, posprząta, zrobi zakupy. A nawet jeśli udałoby się zrealizować te praktyki to gdzie ma zagwarantowane, że będzie miał pracę?
Jak wiecie, też studiowałam za granicą i też miałam praktyki. A jakoś pracodawcy nie toczą walk bokserskich o moją osobę. To jest czysta utopia. Może niektórym się udaje - nie neguję tego ale gwarancji na 100% nie ma. Plan jest nawet fajny ale co ze mną? Luby powiedział, że zostawi mi otwartą furtkę - jak chcę to pojadę z nim a jak nie to zostanę w Polsce. A ja głupia myślałam, że jak się jest razem to takie decyzje podejmuje się wspólnie. Głupia Alicja. A jak mu wypomniałam, że On zabronił mi wyjazdu do pracy do Niemiec to odpowiedział, że to był błąd.
Auuuuuła.To bolało.
Po paru dniach zauważyłam, że On ma więcej takich genialnych pomysłów: magisterka po angielsku, wyjazd na Erasmusa czy w końcu rzucenie studiów i pójście do pracy. Odpuściłam. Cieszę się, że myśli przyszłościowo i chce coś osiągnąć w życiu ale ja na żaden wyjazd się nie zgadzam. Albo jedzie ze mną albo wcale. I tu wcale nie chodzi o brak zaufania, tylko boję się, że jak będziemy daleko to będziemy się częściej kłócić. Bo my nie jesteście zdolni do takiej długiej rozłąki. Bo ja po dwóch tygodniach usycham i tęsknie...
Tylko chyba nie zdaje sobie sprawy, że nie jest tak łatwo dostać się na praktyki w obcym kraju. A nawet jeśli by się dostał to by zapewne pracował fizycznie jakieś 8 godzin. Możliwe, że straci od godziny do dwóch czas na dojazdy. Trzeba doliczyć do tego jakiś bilet miesięczny czy też paliwo. Do tego dochodzą koszty wynajęcia mieszkania. A w mieszkaniu nic samo się nie zrobi. Nie będzie Mamy ani ukochanej dziewczyny, która ugotuje, posprząta, zrobi zakupy. A nawet jeśli udałoby się zrealizować te praktyki to gdzie ma zagwarantowane, że będzie miał pracę?
Jak wiecie, też studiowałam za granicą i też miałam praktyki. A jakoś pracodawcy nie toczą walk bokserskich o moją osobę. To jest czysta utopia. Może niektórym się udaje - nie neguję tego ale gwarancji na 100% nie ma. Plan jest nawet fajny ale co ze mną? Luby powiedział, że zostawi mi otwartą furtkę - jak chcę to pojadę z nim a jak nie to zostanę w Polsce.
Auuuuuła.To bolało.
Po paru dniach zauważyłam, że On ma więcej takich genialnych pomysłów: magisterka po angielsku, wyjazd na Erasmusa czy w końcu rzucenie studiów i pójście do pracy. Odpuściłam. Cieszę się, że myśli przyszłościowo i chce coś osiągnąć w życiu ale ja na żaden wyjazd się nie zgadzam. Albo jedzie ze mną albo wcale. I tu wcale nie chodzi o brak zaufania, tylko boję się, że jak będziemy daleko to będziemy się częściej kłócić. Bo my nie jesteście zdolni do takiej długiej rozłąki. Bo ja po dwóch tygodniach usycham i tęsknie...
To chyba jakiś tydzień kłótni był, bo też z A. mieliśmy nie jedną, ani nie dwie, a wiele wiele więcej...
OdpowiedzUsuńJa też bym się nie zgodziła na taki wyjazd za granicę ;/ razem-owszem, ale osobno na dłużej? nie ma takiej opcji. A. też mi ciągle gada o pracy za granicą, ale on to by chciał na bus iść jeździć, więc byłby w domu co tydzień, może dwa...
Co tydzień, dwa to jeszcze nie jest taka zła opcja, ale nie widzieć się przez miesiąc czy dłużej? Brrr nawet nie chcę o tym myśleć :(
UsuńNo to byłaby rzeczywiście masakra, chyba bym w życiu nie poszła na taki układ... aż mi źle na samą myśl o tym. :(
UsuńPodobno po kilku latach małżeństwa to wszystko się zmienia :P
UsuńW małżeństwie ma się już siebie na co dzień to też tak inaczej. :)
UsuńO to będziemy się martwić za kilka lat :p
UsuńDokładnie. :D
UsuńTo teraz jakaś mała rada na teraz?
UsuńJa bym postawiła na rozmowę i jakieś wspólne znalezienie wyjścia z tej sytuacji. :)
UsuńPoważna rozmowa to na 100% będzie :) tylko nie wiem kiedy...
UsuńMusisz czekać, aż się zobaczycie i wtedy na poważnie z nim porozmawiać, bo inaczej nic nie zdziałasz. Rozmowa podobno najważniejszy punkt związku, także działaj jak tylko będzie taka okazja.
UsuńGeneralnei nei wierze w coś takiego jak związek na odległość. Dlateog pojechałam za chłopakieem i teraz jestem jego żoną :P
OdpowiedzUsuńZaryzykowałaś czy to była wspólnie podjęta decyzja? :)
UsuńA mi się wydaje,że musicie to obgadać, Erasmusy są dobre, zależ też od praktyk bo można naprawdę wszystko dobrze ugrać :) Poza tym... Jeśli facet chce się spełniać to właściwie dobrze. Tylko powinniście to uzgodnić, bo związek nie może nikogo ograniczać.
OdpowiedzUsuńJa wiem, na pewno to dokładnie przegadamy jak się spotkamy ale nie wiem kiedy to nastąpi a już nie mogłam dłużej tego dusić w sobie :)
UsuńJa go naprawdę nie chcę ograniczać ale taki wyjazd za granicę to już ostateczność. Przykro mi jedynie, że nie uwzględnił mojej osoby w swoich planach....
Wcale nie dziwię się,że przykro, skoro to ma być poważny związek to myśli się o przyszłości razem, a nie osobno i ta otwarta furtka, ale może powiedział tak w złości ?
UsuńNie, po prostu mi to oznajmił. I rób sobie babo co chcesz z tym fantem :/
UsuńNie ma związków idealnych, w każdym związku są kłótnie.
OdpowiedzUsuńWydaje mi się, że takie przyszłościowe sprawy, powinny być omawiane wspólnie, że powinno się brać pod uwagę drugą stronę. Przykro mi, ale mam wrażenie, że Twój Luby już zadecydował nie licząc się z Tobą :(
On jeszcze nie zdecydował na 100% czy pojedzie. A z resztą sam mi napisał, że może jeszcze mu się odwidzi. U niego jest wszystko możliwe...
UsuńNajważniejsze to wiedzieć czego się chce.
UsuńOn musi wiedzieć, czy chce wyjechać, czy nie i jaką Ty dla niego odgrywasz rolę w tym wszystkim.
Rozumiem o co Ci chodzi. Ja się tak bałam, kiedy mój P. próbował dostać się do policji. Wiedziałam, że jeśli wyjedzie na szkolenie na pół roku, to co prawda będzie w Polsce, ale nasze widywanie się zależałoby od tego, do której szkółki policyjnej by go pokierowali i jak często miałby przepustki. A z tego, co mówili na wstępnych spotkaniach - nie byłoby ich za często. I też bałam się tej tęsknoty najbardziej, bo ja usycham już nawet po tygodniu, więc... rozumiem.
OdpowiedzUsuńKochana kłótnie są w każdym związku. Ja myślę, że powinniście przetrawić to jakoś oboje, przespać się z tym i jeszcze raz o tym porozmawiać. Będzie dobrze, zobaczysz :* Tylko przełamcie te ciche dni i rozmawiajcie, bo milczenie to chyba najgorsze, co mozna zrobić w takiej sytuacji.
Tylko odnoszę takie wrażenie, że ja do Niego mówię a On nic sobie z tego robi. Pewnie jakoś to obgadany dopiero jak się spotkamy w cztery oczy bo przez telefon ciężko rozmawiać na takie poważne tematy. A nie mamy już cichych dni, mamy normalny kontakt ze sobą ale to co mi powiedział o praktykach to ciągle mi siedzi w głowie...
UsuńTeż mam czasem takie wrażenie, jak nieraz kłócę się z P... Nie, nie... przez telefon nie ma co, najlepiej w cztery oczy wlaśnie. Więc nic, tylko czekać na spokojną rozmowę :*
UsuńTrudna taka sytuacja . Myślę, że powinniście to razem przemyśleć. A nie jedna osoba podejmuje decyzje i nie patrzy na druga. Może mógłby pojechać na praktyki, ale to trzeba jakoś rozsądnie zorganizować by to miało jakiś sens i nie krzywdziło drugą stronę.
OdpowiedzUsuńp.s. z drugiej strony jak nie będzie miał ugotowane itp. to bardziej będzie Ciebie i swoją mamę doceniał :)
UsuńNo dokładnie o to mi chodzi. W organizacji. Ja nie powiedziałam, że mu zabraniam jechać. Chcę tylko aby nasz związek na tym nie ucierpiał.
UsuńJeśli naprawdę się kochacie to nie ucierpi :)
UsuńNo to ma pomysły, musisz pilnować i jechać z nim żeby gorszych.nie miał :/
OdpowiedzUsuńA niby taki spokojny z niego chłopak :)
UsuńPowinien w tych swoich genialnych planach uwzględniać Ciebie :* trzymaj się, może to mu minie i żadnego wyjazdu nie będzie ;)
OdpowiedzUsuńOn sam mi powiedział, że może mu się odwidzi. Dlatego ten wyjazd to nic pewnego, mam nadzieję, że wybiję mu to z głowy :)
Usuńżyczę powodzenia :) ja mam tak y długa rozłąka to nie dla mnie...
UsuńNie dziękuję :* też jestem tego zdania, że rozłąki są złe dla związków...
UsuńNie ma związków, które się nie kłócą, które są idealne właśnie...takie związki to tylko ułudy.
OdpowiedzUsuńAnglia..cóż, ja ze swoją byłą, z którą byłem 5 lat i której miałem się oświadczać, właśnie przez tą "Anglię" się rozstałem. Troszkę dziwne rozstanie, ale w każdym razie ja nie mogłem wyjechać z Polski, krótko po śmierci mojej mamy, musząc opiekować się młodszym rodzeństwem. Na pewno nie wyjechać na stałe, bo też np. mój brat jest głuchoniemy i potrzebuje szczególnej opieki. W każdym razie wyjazdy to dość śliski temat...ale wiesz, mi się wydaje, że nigdy nie można nikogo na siłę zatrzymywać, a serce i tak podejmie słuszną decyzję.
Ale to nie jest zatrzymywanie na siłę. To jest po prostu jego wymysł, po rozmowie z jednym facetem. A wszelakie wyjazdy powinni być dokładnie przemyślane, wszystkie plusy i minusy. On tego nie zrobił tak naprawdę...
UsuńNie no jasne, ja tak ogólnie mówię, że człowieka i tak jakby co nie idzie zatrzymać. I rozumiem, to po prostu hm..pewna lekkomyślność
UsuńWłaśnie, a dokładnie nieprzemyślana decyzja. Przykro mi tylko, że w swoich planach nie wziął naszego związku pod uwagę :(
UsuńMoże dopadła go nadmierna ekscytacja, zanim po prostu inne uczucia i rozsądek przyszły mu w ogóle do głowy? Bo jednak będąc z kimś, taki czas hm...to jedna z pierwsyzch rzeczy raczej, o których się myśli.
Usuńpo 3 latach zwiazku moj obecny teraz maz wyjechal na miesiecy w elegacje, potem na 3 miesiace. Sporo rozmawialismy o tym wyjezdzie i wiedzielismy ze bedzie ciezko. najciezej bylo jak przyjezdzal na weekend po miesiacu czy dwoch wtedy odkrywalam ze sie zmienil, ze inaczej patrzy na swiat. Po prostu jak by obok to takich zmian sie nie widzi. Jak go nei bylo to momentami zdawalo sie mi ze to juz nie moj chlopak tylko obcy czlowiek. Na szczescie to rpzetrwalismy. Moze dlatego ze ja mialam dwie prace, studiai za malo czasu na tesknienie czy wymowki. Swoja droga powiedzial mi ze on by mnei w zyciu nei puscil na taka delegacje.
OdpowiedzUsuńCiezko mi doradzic cokolwiek bo taka sytuacja jest zalezna od pary. My jzu bylismy troszke razem ufalismy sobie nie klocilismy a wyjazd okazal sie dosc burzliwy
I tego się właśnie boję wiesz? Tej burzliwości! Nie zdrady a tego, że się zmienimy. A wydaje mi się, że nie jesteśmy na tyle silni aby przetrwać tak długą rozłąkę...
UsuńSelinze napisała słusznie- dobrze, jak ktoś się rozwijać.
OdpowiedzUsuńNie zawsze, niestety potem jest to automatyczne połączenie z przyszłą pracą, ale...gdzie zdobywać doświadczenie jak nie w taki sposób?
I jeszcze jedno- związek nie może nikogo ograniczać. Też racja.
Nie kumam podejścia- 'albo jedzie ze mną albo wcale'.
Trzeba to przegadać i wypracować jakiś kompromis- jak dwoje dojrzałych , poważnych ludzi.
On nie ma 5 lat ani nie jest twoją własnością, żeby zabraniać mu czegokolwiek- szczególnie, gdy jest to jakiś rodzaj samorealizacji...
Zapachniało zaborczością...
Z jednej strony zgodzę się z Katariną, też zareagowałam: "Kurde, ale czemu tak zaborczo?", ale z drugiej strony on też nie zachował się bardzo fair - chce jechać, ale takie decyzje powinny być konsultowane z drugą osobą.
UsuńZnam pary, z których jedna osoba na Erasmusa jechała i byli na odległość przez pół roku czy rok - dali radę.
Ja sama zrezygnowałam z tego pomysłu i trochę żałuję ;)
Sama jestem jak najbardziej za wzajemny wspieraniem z realizacji planów. Pewnie, że staż niczego nie gwarantuje, ale czy cokolwiek teraz coś gwarantuje?
Nie wiem jaką dziedziną się zajmuje, ale wśród moich znajomych sporo olało studia po inżynierce i poszło do pracy. Większość o wiele lepiej na tym wychodzi ;)
Jednak podstawą jest komunikacja w Waszym związku i wiem jak może boleć jej brak.
True.
UsuńByłam kiedyś "gościem" Erazmusa- koleżanka wyjechała do Hiszpanii na rok i "wpadłam" z wizytą- takich możliwości doszlifowania języka i takich możliwości poznania fantastycznych znajomych z praktycznie całego świata nie ma w Polsce...
I oczywiście, że takie decyzje należy przedyskutować- to w końcu nie wyjazd na 2 dni za miasto. Tylko nadal nie rozumiem, jak można komukolwiek czegoś zabraniać.
"ale ja na żaden wyjazd się nie zgadzam. Albo jedzie ze mną albo wcale."
A jak tak mu powiesz a on Ci odpowie, że to jego decyzja i jedzie? Faceci nie lubią takiego załatwiania spraw...
Katerina - witaj :) wiedziałam, że skomentujesz ten post!
UsuńOdpowiedz na to pytanie szczerze- jak byś się poczuła, gdyby ktoś - kogo kochasz całym sercem powiedział Tobie, że wyjeżdża i ma gdzieś co będzie się z Tobą działo bo tylko jego szczęście jest najważniejsze?
To nie jest zaborczość. Nie zabraniam mu się samorealizować. Droga wolna ale dlaczego w Anglii? W Polsce też można się rozwijać.
Blueberry - też byłam na wymianie studenckiej i wiem jak to wszystko wygląda i obok mnie rozpadły się dwa związki - właśnie przez odległość. Oczywiście - wszystko zależy od pary. My musimy tak naprawdę musimy o tym porozmawiać na spokojnie i myślę, że wtedy dojedziemy do jakiegoś porozumienia :)
UsuńA Ty odpowiedz sobie szczerze, jakbyś się czuła, gdybyś chciała zrobić coś, o czym marzysz/na co masz ochotę/co planujesz zrobić dla swojego rozwoju/ przyszłej pracy, co może i nie wyjdzie, ale chcesz to zrobić, a ktoś by Ci powiedział "zabraniam kategorycznie i już":)
UsuńTaka sytuacja pani z podstawówki i 7latka trochę, nie?:)
Patrzę na dyskusję i dziewczyny z jednej strony mają rację. Bo zaznaczyłaś aż,że albo z Tobą albo wcale :) Trochę zaufania, a może właśnie popierze i zrobi sobie sam jedzonko? Też jest dużym facetem i nie ma co latać i rozpieszczać i się bać. Sama nie poleciałam za facetem mieszkać z nim i zakładać słodkie gniazdko a poszłam na wymarzone studia i wolontariaty i się spełniam. JEDNAK uzgodniliśmy to WSPÓLNIE :) Tu Cię rozumiem, bo on nie powinien mówić "droga wolna, ja jadę" ale też skoro go zaatakowałaś (pewnie) i były kłótnie (a widzimy tu tylko Twoją postawę) to się mu nie dziwię :P Nie ma co się kłócić o coś takiego. Jesteście dorośli i powinniście myśleć jak dorośli. Uzgadniać co jest ważne - czy wspólne mieszkanie (no bo nie rozumiem dlaczego mając po tyle lat nie zamieszkacie razem a stać go na wyjazd ? Chyba,że to ten Erasmus i mu go w połowie opłacą), czy stawiacie jeszcze na rozwój. Może to błąd,że nie przegadaliście co chcecie teraz w życiu robić, co jeszcze osiągnąć? Bo to ograniczające jest, a związek jak już napisałam ma rozwijać, partner powinien wspierać nas w decyzjach i pomagać je podejmować by nikogo to nie zraniło, nie związało :) Myślę,że tu o to chodzi,że żadne z was nie powiedziało czy chce już poważnie pomyśleć, czy jeszcze chce troszkę luzu :)
UsuńKaterina - :)
Usuńno akurat miałam taką sytuację - chciałam wyjechać do pracy do Niemiec a Luby mi zabronił. Uszanowałam to, że nie chce aby dzieliła nas taka odległość. Zostałam w Polsce dla Niego.
Dziewczyny - tutaj nie chodzi o to, że ja zabraniam mu się rozwijać czy czegoś mu zabraniam. Chodzi mi o to, że On nie uwzględnia mnie w swoich planach, nie pyta jak wygląda mój punkt widzenia w tej sprawie. A On posłuchał się jakiegoś faceta i już robi wszystko tak jak tamten mu nagadał. Czy to jest w porządku?
UsuńAlicjo, tłumaczę Ci dlaczego tak zrobił. Rozmawialiście o tym czego chcecie? O tym na jaki poziom chcecie wynieść swój związek? Czy stawiacie na dalsze studia/pracę/ ogólnie kształcenie się i karierę? Czy już chylicie się ku poważnemu? Bo jeśli nie rozmawiacie o takich rzeczach to wcale nic dziwnego, po prostu. O takich rzeczach się mówi, a nie bierze ciche dni... Trzeba rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać o oczekiwaniach wobec siebie i wspólnej przyszłości.
UsuńRozmawiamy czasami, pół żartem pół serio. Ślub i dziecko za jakieś 2-3 lata najwcześniej, pod warunkiem, że będziemy mieć dobrze płatną prace a On skończy studia. Nigdy nie było mowy o żadnym wyjeździe.
UsuńAle on tego chce? A może teraz pomyślał o wyjeździe i chce to uzgodnić? Może on mówił bardziej żartem ? Hm? Ja też mówiłam o dziecku i ślubie ale w pewnym momencie pomyślałam "jednak nie... chcę jeszcze zrobić tą uczelnię" i o tym idę rozmawiać. Nie pytałaś go nigdy jak wyobraża sobie swój rozwój zawodowy?
UsuńKonkretnie nic nie mówił. Tylko tyle, że chce dużo zarabiać. Ale o wyjeździe mówił poważnie...
UsuńMogłaś dopytać :P Jak on sobie to wyobraża, jak chce rozwijać się by tyle zarabiać. Skoro pojawił się pomysł wyjazdu to znaczy,że chce się kształcić.
UsuńTylko tak jak pisałam - jemu ciągle się wszystko zmienia. Raz chce zrobić magisterkę, raz iść od razu po inżynierze do pracy. Nie nadążam za nim czasami :p
UsuńDlatego trzeba dużo rozmawiać :P Ciągle :P
UsuńTylko czasami mu się nie chce "bo jest zmęczony"...
UsuńI dlatego przegapiasz jego plany? Cóż... Czasem powiedzieć trzeba "dobrze, ale jutro o tym pomówimy". Nie rozumiem po prostu tego jak dwie osoby żyją w związku i okazuje się,że nagle jedna ma inne plany i priorytety od drugiej i nie mówią o tym od początku tylko potem i jest wielkie zaskoczenie.
UsuńNieee, tu chodzi o to, że jemu priorytety bardzo szybko się zmieniają.
UsuńDlatego o nich szybko trzeba mowic. Jesli nie informuje i nie mowi czego chce to kiepsko.
UsuńKurde. Faktycznie. On w ogóle w swoich przyszłych planach nie uwzględnia Ciebie. Może warto jakoś się na nim zemścić i przez kilka dni niech odczuje jak to jest bez Ciebie :/
OdpowiedzUsuńfajnie ma w ogóle. Swoją drogą bardzo optymistyczny jest...
Nie pomogły ciche dni. Trudno, spotkamy się to na spokojnie pogadamy. Jedyne pocieszenie jest takie, że jak mi powiedział o tych praktykach to od razu wypaliłam "to może zerwij ze mną" a On, że teraz to dowaliłam...
UsuńPowinien wiedzieć jak Ty się czujesz...
UsuńOstatnio coś myśli zbyt egoistycznie wiesz? Czasami mam wrażenie, że już mu nie zależy :(
UsuńWszystko się ułoży. Z doświadczenia wiem, że najważniejsza w tym momencie jest rozmowa. Kiedy się widzicie?
UsuńDobre pytanie :(
UsuńEch. To są właśnie spore minusy związku na odległość. Ale dacie radę. Wasza miłość to pokona, zobaczysz :)
Usuńrozmawiać, rozmawiać i rozmawiać :) moim zdaniem recepta na każdy problem... przeczekać, poukładać myśli, wysłuchać Jego punktu widzenia, przekazać swój i wspólnie ustalić dalsze działanie... każda rozłąka jest do przetrwania - jeśli dwie osoby o to uczucie dbają... Dacie radę :)
OdpowiedzUsuńI o to właśnie chodzi - my musimy to na spokojnie przegadać, pokazać swoje punkty widzenia i dojść do porozumienia :)
UsuńW sumie miałabym bardzo podobne zdanie do Twojego. Myślałabym, że takie decyzje powinno podejmować się wspólnie.
OdpowiedzUsuńMógłby chociaż zapytać o mój punkt widzenia ale cóż...
UsuńDokładnie!
UsuńNo nic, jak się spotkamy to na spokojnie z nim porozmawiam na ten temat.
UsuńTrzymam kciuki, żebyście doszli do porozumienia.
UsuńJeszcze życz mi do niego dużo cierpliwości :)
UsuńŻyczę kochana :) W razie czego zapraszam prywatnie na rozmowę ;p
UsuńGdzie? :)
UsuńE-mail, GG - jak wolisz ;p
UsuńA Ciebie gdzie lepiej dorwać? :)
UsuńI tu i to można (śmiech).
UsuńJednakże chyba na chwilę obecną lepiej na GG.
Ja na gadu wchodzę jak sobie przypomnę albo ktoś mi napisze na fejsie, że mam wejść :)
UsuńKurcze . ;p
UsuńTo co wolisz? :)
U mnie na blogu znajdziesz e-mail.
Usuń:)
W razie czego pisz ;)
O kurczę :/ wiem, co czujesz.. i też wychodzę z założenia, że wyjeżdżać powinno się albo razem, albo wcale.
OdpowiedzUsuńI nie po tylu miesiącach razem :(
UsuńGdyby mi K. z takim głupim pomysłem wyskoczył chyba bym go rozszarpała.
OdpowiedzUsuńUwierz, że scyzoryk otwierał mi się w kieszeni :P
Usuńrozlaki dobrze nie wplywaja na zwiazek i uwazam ze mimo wszystko rodzina czy pary powinny byc razem bo za duzo pokus dzisiaj jest i nie ma co kusic losu... takze masz racje albo razem albo wcale choc jesli mialaby to byc wyjazd na tymczasowy na jakis krotki czas ale to ciezko by bylo... ech te komplikacje ....
OdpowiedzUsuńI potwierdza się stara dobra myśl - bez faceta źle, z facetem jeszcze gorzej :P
UsuńZwiazek na odleglosc to bardzo ciezka sprawa, znam.dobrze ten temat. Teraz, gdy z TZem mieszkamy razem nie pozwolila bym mu wyjechac nigdzie, choc on nie ma takich planow. Bo niby gdzie za granice? Do Polski? ;) ahh ci faceci i ich durne pomysly...
OdpowiedzUsuńEj, czemu nie wierzysz, że sobie poradzi? ;>
OdpowiedzUsuńJakoś tak mi przyszło na myśl, że nie można ptaszka trzymać w klatce.
OdpowiedzUsuńPytanie czy Ty jesteś zdolna do takeigo poświęcenia, żeby rzucić tutaj wszystko i wyjechać?
Mój P sam podjął decyzję, że pojedzie do miasta oddalonego o 300 km na staż. Wraca co miesiąc, półtora na tydzień, czasami dwa. Jest trudno. Nie twierdzę, że u Was tak będzie. My się kłócimy, bo przez tą sytuację czuję się pomijana, niekochana. On zapewnia, że później znajdzie pracę tutaj, ale... no właśnie, jest to ale.
OdpowiedzUsuńOd stycznia widzieliśmy się może w sumie z .... miesiąc? Jakby zebrać cały ten czas. Często nie wiem co dzieje się w jego życiu, on nie wie co się dzieje w moim. To męczące. Dużo rozmawiamy, jednak czasami same rozmowy nie wystarczają. Czasami potrzebna jest świadomość, że wrócisz do domu i będziesz miała się do kogoś przytulić.
Co do wypowiedzi dziewczyn, które przemawiają za samorealizacją partnera - rozumiem je. Chce, niech jedzie. A że to boli...? Cóż, miłość nigdy nie bywa łatwa.
Związek idealny, żartujesz? Nie istnieje, na pewno! ;)
OdpowiedzUsuńW związku chodzi o to, żeby być razem, ale jednocześnie, żeby każda strona pozostała sobą. Jedno drugiego nie może ograniczać, ale każda ze stron powinna liczyć się ze zdaniem tej drugiej. Takie poważne decyzje, jak wyjazdy do innego kraju, powinny być podejmowane wspólnie, nawet jeśli dotyczą tylko jednej osoby.
My zaraz na początku wspólnego mieszkania mieliśmy podobną sytuację. Firma A. nie przynosiła takich zysków, o jakich moglibyśmy pomarzyć, nie było perspektyw na poprawę i trafiła się okazja pracy w Niemczech. Przeanalizowaliśmy wszystkie za i przeciw, stwierdziliśmy, że wolimy żyć skromniej niż dotychczas, ale być w tym wszystkim razem. I A. został w Polsce, jakoś katailiśmy te kilka miesięcy, aż w końcu trochę się polepszyło. Ale - rozmawialiśmy o tym, długo i intensywnie, rozważaliśmy wszystkie plusy i minusy, razem.
Szkoda, że Twój chłopak tak właściwie zadecydował sam. Mam jednak nadzieję, że wszystko się Wam ułoży i nawet jak podejmie ostateczną decyzję o wyjeździe w pojedynkę, to nie ucierpi na tym Wasz związek. Trzymam kciuki, żeby mimo wszystko było szczęśliwie :*
Obserwuję. Bardzo bym prosiła abyś szczerze poklikała w linki u mnie w najnowszym poście, wiesz jakie to jest ważne, a ja z chęcią zawsze pomogę i odwdzięczę się w formie komentarzy i obserwacji :))
OdpowiedzUsuńZ góry dziękuję :)
http://goldxcherriex.blogspot.com/2014/08/sheinside.html
Ojej.. Faktycznie nie wygląda to ciekawie..
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem para powinna być razem :) Decyzje powinno się podejmować wspólnie, a już na pewno tak ważne. Podchodzi do tematu zbyt luźno.. Może pozostaje kwestia wieku, facecie gdy są młodzi, to na serio są jeszcze dziecinni :P Nie wiem ile Wy macie lat, Ty a ile on.. Ale oczywiście doradzam rozmowę, mów mu to, co tutaj, nie odpuszczaj ale też nie unoś się, bo po co..
Nie wyobrażam sobie związku na odległość. W żadnym wypadku nie umiem sobie tego wyobrazić. Umarłabym.
OdpowiedzUsuńTakie decyzje powinno sie pdoejmowac wspolnie...moim zdaniem powinniscie na spokojnie o tym porozmwiac...a moze oboeje wyjedziecie? nigdy nic nie wiaodmo :)
OdpowiedzUsuńnapewno jeszcze nie raz będziecie o tym wszystkim rozmawiać, ale decyzja już podjęta ;) nie jedzie... i co On na to? :)
OdpowiedzUsuńa na ile te praktyki miałyby być?
OdpowiedzUsuńz jednej strony rozumiem jego, ze nie podoba mu się, że czegoś chcesz mu zabronić, ale z drugiej skoro sam zachował się tak samo, to w tym momencie jest bardzo nie fair. mam nadzieję, ze jakoś z tego impasu wyjdziecie...