Tak go namawiałam, żeby pojechał ze mną na ten ślub. Tak go prosiłam, żeby szalał ze mną na parkiecie. Tak go błagałam, żeby się uśmiechał i mimo wszystko dobrze się bawił. I zupełnie niepotrzebnie. Zabawa była po prostu wspaniała a mojemu Lubemu tak się tam podobało, że na Andrzejki prawdopodobnie znów zawitamy do Wielkopolski :)
Tak naprawdę znałam połowę gości weselnych. I to zarówno ze strony panny młodej i jak pana młodego. Więc kto tylko przyjechał to każdy się ze mną witał. Poczułam się jak członek wielkiej rodziny. Jak odjeżdżaliśmy to każdy się pytał, kiedy znowu przyjadę. Odpowiadałam, że na wiosnę przyjadę. Skojarzyło mi się to z Muminkami bo tam Włóczykij pojawiał się dopiero na wiosnę ;]
W dzień ślubu pojechałam z panną młoda do fryzjera. I nie byłam do końca zadowolona z usług fryzjerki. Jak prostowała mi włosy to strasznie szarpała. Myślałam, że zaraz mi wyrwie połowę włosów. Ale zrobiła mi pięknego francuza z małymi lokami. Potem w domu panna młoda (!) wpięła mi kwiatka i ozdoby. A sukienkę miała śliczną. U góry gorset z koronkami, na dole tiul a w pasie różowa kokarda. Pan młody też nie był szablonowy i miał na sobie niebieski garnitur. I wyglądało to naprawdę szałowo.
W kościele wszyscy byli dumni z pana młodego, że nie usnął. Bo biedaczek ma taki zwyczaj, na każdej mszy - śpi. Ale stres w głosie był słyszalny, choć oboje zapierali się, że podchodzą do wszystkiego ze spokojem. Po ceremonii było sypanie ryżu i drobnych pieniążków, wspólne zdjęcie przed kościołem i pojechaliśmy na salę. Tam był toast moim ulubionym ruskim szampanem, tradycyjne sto lat oraz życzenia. Na pierwszy taniec wybrali piosenkę "Tylko bądź" zespołu Pączki w tłuszczu. Bardzo podobało mi się to, że na stole leżały karteczkami z imionami i nazwiskami. Luby się trochę wkurzył bo zaproszenie dostał imienne a na stole widniał jako osoba towarzysząca ale przeszło mu szybko. Siedzieliśmy obok braci pana młodego więc ekipa była zgrana. I śmiechu też było sporo. Obtańczyłam wszystkich braci, kuzynów i kolegów. No i potem koleżanki oczywiście, gdy kamerzysty już nie było. Trochę mało było zabaw na oczepiny i przez to mam uraz do tańczenia w kółeczku. Bo chyba było z 6 piosenek z rzędu w tym kółeczku i się zirytowałam. Potem jeszcze kelnerka oblała mnie kawą to już całkiem puściły mi nerwy i musiałam wyjść. Poszłam z Lubym na spacer i co się stało? Luby zniszczył sobie buta, źle stanął i obcas w podeszwie mu odpadł. I gdy tak siedzieliśmy na przystanku i próbowaliśmy naprawić tego buta to zaczął padać deszcz. Od razu zły humor uleciał gdzieś i zaczęłam się śmiać. I tak już do rana. A z butem nic się nie dało zrobić więc tańczył z tym oderwanym obcasem.
Na poprawiny ubrałam białą sukienkę. Luby założył jeansy, czarne adidasy i fioletową koszulę z krawatem. Na początku była trochę stypa bo siedzieliśmy w drętwym towarzystwie ale potem się przesunęliśmy do znajomych i wtedy było już zabawnie. Toast za toastem. Tańce i hulanki. Chyba do tej pory mam kaca po tym weselu a minęły już 3 dni.
W poniedziałek spędziliśmy cały dzień, czekając aż państwo młodzi wrócą ze sesji zdjęciowej. Dopiero wieczorem wróciliśmy do domu Lubego. We wtorek rano odwiozłam go na dworzec i prosto z dworca pojechałam do pracy. Tak więc stwierdzam, że wesele było udane i żałuję, że tak krótko trwało :)
A welonu niestety nie złapałam :(
Tak naprawdę znałam połowę gości weselnych. I to zarówno ze strony panny młodej i jak pana młodego. Więc kto tylko przyjechał to każdy się ze mną witał. Poczułam się jak członek wielkiej rodziny. Jak odjeżdżaliśmy to każdy się pytał, kiedy znowu przyjadę. Odpowiadałam, że na wiosnę przyjadę. Skojarzyło mi się to z Muminkami bo tam Włóczykij pojawiał się dopiero na wiosnę ;]
W dzień ślubu pojechałam z panną młoda do fryzjera. I nie byłam do końca zadowolona z usług fryzjerki. Jak prostowała mi włosy to strasznie szarpała. Myślałam, że zaraz mi wyrwie połowę włosów. Ale zrobiła mi pięknego francuza z małymi lokami. Potem w domu panna młoda (!) wpięła mi kwiatka i ozdoby. A sukienkę miała śliczną. U góry gorset z koronkami, na dole tiul a w pasie różowa kokarda. Pan młody też nie był szablonowy i miał na sobie niebieski garnitur. I wyglądało to naprawdę szałowo.
W kościele wszyscy byli dumni z pana młodego, że nie usnął. Bo biedaczek ma taki zwyczaj, na każdej mszy - śpi. Ale stres w głosie był słyszalny, choć oboje zapierali się, że podchodzą do wszystkiego ze spokojem. Po ceremonii było sypanie ryżu i drobnych pieniążków, wspólne zdjęcie przed kościołem i pojechaliśmy na salę. Tam był toast moim ulubionym ruskim szampanem, tradycyjne sto lat oraz życzenia. Na pierwszy taniec wybrali piosenkę "Tylko bądź" zespołu Pączki w tłuszczu. Bardzo podobało mi się to, że na stole leżały karteczkami z imionami i nazwiskami. Luby się trochę wkurzył bo zaproszenie dostał imienne a na stole widniał jako osoba towarzysząca ale przeszło mu szybko. Siedzieliśmy obok braci pana młodego więc ekipa była zgrana. I śmiechu też było sporo. Obtańczyłam wszystkich braci, kuzynów i kolegów. No i potem koleżanki oczywiście, gdy kamerzysty już nie było. Trochę mało było zabaw na oczepiny i przez to mam uraz do tańczenia w kółeczku. Bo chyba było z 6 piosenek z rzędu w tym kółeczku i się zirytowałam. Potem jeszcze kelnerka oblała mnie kawą to już całkiem puściły mi nerwy i musiałam wyjść. Poszłam z Lubym na spacer i co się stało? Luby zniszczył sobie buta, źle stanął i obcas w podeszwie mu odpadł. I gdy tak siedzieliśmy na przystanku i próbowaliśmy naprawić tego buta to zaczął padać deszcz. Od razu zły humor uleciał gdzieś i zaczęłam się śmiać. I tak już do rana. A z butem nic się nie dało zrobić więc tańczył z tym oderwanym obcasem.
Na poprawiny ubrałam białą sukienkę. Luby założył jeansy, czarne adidasy i fioletową koszulę z krawatem. Na początku była trochę stypa bo siedzieliśmy w drętwym towarzystwie ale potem się przesunęliśmy do znajomych i wtedy było już zabawnie. Toast za toastem. Tańce i hulanki. Chyba do tej pory mam kaca po tym weselu a minęły już 3 dni.
W poniedziałek spędziliśmy cały dzień, czekając aż państwo młodzi wrócą ze sesji zdjęciowej. Dopiero wieczorem wróciliśmy do domu Lubego. We wtorek rano odwiozłam go na dworzec i prosto z dworca pojechałam do pracy. Tak więc stwierdzam, że wesele było udane i żałuję, że tak krótko trwało :)
A welonu niestety nie złapałam :(
A ja właśnie dzisiaj o Tobie myślałam, czy złapałaś ten welon, czy jednak musisz poczekać do następnego wesela. No i się dowiedziałam :) Cieszę się, że mimo różnych przygód dobrze się bawiliście, to najważniejsze! :)
OdpowiedzUsuńJednak czekam ale nie wiem kiedy będzie następne ;) i chyba nieprędko :)
UsuńCzyli zabawę jak najbardziej możesz zaliczyć do udanych :)
OdpowiedzUsuńP.S Chuj z welonem :P
Kocham Cię za Twoje post scriptum :) :*
UsuńTak, zabawa była udana :D
UsuńMel - mistrz! :)
Hehe :D Kochane :**
UsuńZabiłaś nas tym stwierdzeniem :P
Usuńto byli nietuzinkowo ubrani państwo młodzi.
OdpowiedzUsuńNie przejmuj się ja byłam na 4 weselach i na żadnym nie złapałam welony za to mój K 2 razy złapał krawat. I co z tego zaręczeni jesteśmy - to tylko przesądy :P
Przynajmniej nie czuję presji, że ja muszę być następna ;)
UsuńA ubrani byli naprawdę wyjątkowo :)
No i zadbano też o Ciebie :)
UsuńCieszę się, że super się bawiłaś :) i Twój też :)
No to widać, że sie wybawiliście :)
OdpowiedzUsuńTaka okazja nie zdarza się często więc musieliśmy ją wykorzystać ;)
UsuńNo to się dobrze bawiłaś :) na tym weselu co byłam nie było oczepin ani rzucania welonem :P a sama Panna Młoda stwierdziła, że mam ładniejszą fryzurę od niej :P
OdpowiedzUsuńooo hehe :) Luby powiedział, że jest panna młoda w sobotę mnie pobiła ale cóż :p to jej dzień więc jej wybaczę ;)
Usuńale głupio tak bez zabaw :)
Wybawiłaś się za wszystkie czasy :D Ja wesel nie lubię, bo jakieś takie stypowate się trafiają :P
OdpowiedzUsuńJakie tam wszystkie czasy :P tylko na rok mi wystarczy :)
UsuńMasz już coś w planach? ^^
UsuńA gdzie tam :p ale liczę, że za rok ktoś może też mnie zaprosi ;)
UsuńMoże to Ty będziesz prosić... :D
UsuńDo tańca? :D
UsuńPierwszego :D
UsuńJa tylko namawiam, kto inny prosi :P
UsuńCzasy się zmieniają, możesz przejąć inicjatywę :P
UsuńA jak mi odmówi? :(
UsuńSkąd ten pesymizm? Uszy do góry :)
Usuńnajwazniejsze ze dobrze sie bawiliscie no i wesle sie udalo :)
OdpowiedzUsuńI do końca roku mam dość wesel ;)
Usuńhaha to w przyszlym roku moze beda ;p
UsuńAż mi trochę ciary przechodzą, bo niedługo sami będziemy planować co i jak :D Bardzo się cieszę, Kochana, że tak się wybawiłaś :)))
OdpowiedzUsuńLiczę na obszerną relacje z tego wielkiego dnia ;)
Usuńa termin już macie? :)
Maj-czerwiec 2016, także czasu więcej, niż zakładaliśmy na początku (bo miał być sierpień). W tej chwili jesteśmy na etapie szukania sali, jak ją zaklepiemy, to i termin będzie :)
UsuńNo z salą to trzeba szybciej, nawet 2 lata szybciej :P Proponuję czerwiec ;))
UsuńBo "r" w nazwie, czy dlatego, że w maju komunie? :P
UsuńWłasnie dużo zależy od orkiestry/ DJ który prowadzi zabawy.. Mój D. Ma cały katalog zabaw chyba z 50.. i przed ślubem ustala z młodymi, daje im do wyboru co chca, a co nie... i wgl. uważam że D. jest super DJ i kiedyś już byłam jak rozpoczynał wesele i jakoś tak fajnie umiał wszystko powiedzieć.
OdpowiedzUsuńMoja mama zawsze powtarza, że poprawiny są jeszcze fajniejsze od pierwszego dnia.. bo już ludzie rozhulani ;p
Ooo to jak kiedyś będę planowała swój ślub to zgłoszę się do Ciebie o kilka pomysłów na zabawę ;)))
UsuńA mi się zawsze wesele bardziej podoba ;) ale nie wiem dlaczego :)
Super, że się świetnie bawiliście. :) Czekałam na relacje ;)
OdpowiedzUsuńObiecałam i jest ;) w końcu niecodziennie się człowiek bawi na weselu ;)
UsuńWłaśnie, nie codziennie jest okazja, żeby móc się bawić bo jest taka okazja :)
UsuńWelon przy tak udanym przyjęciu to pikuś :) Chociaż faktycznie było wiele okazji do popsucia sobie humoru. Kawa na sukience, zniszczony but. Ale dobra zabawa była najważniejsza i daliście radę :D Będziecie długo jeszcze to wesele wspominać :)
OdpowiedzUsuńWalnęłam focha i tyle w temacie :P reszta jest milczeniem :P
UsuńJakiego focha? :D
UsuńDzień bez focha to dzień stracony :P
UsuńKurde no nie wiem o co chodzi xD
Usuńoj musiało być super bo jak czuć jak bije z tej relacji radość :D
OdpowiedzUsuńWidać po literkach? :D
Usuń..czyli nie obyło się bez przygód i nieprzewidzianych sytuacji ;)
OdpowiedzUsuńCo do karteczek z imionami, to ja akurat tego nie lubię ;]
Dlaczego? :) Mi się ten pomysł bardzo podoba :)
Usuńbo z góry jest narzucone kto gdzie i koło kogo ma siedzieć ;] A ostatnio byłam nawet świadkiem kłótni związanej z karteczkami - siostra panny młodej kłóciła się z młodą, że ona nie chce siedzieć koło tego i tamtego, ani w tym miejscu, które zostało jej przydzielone.. ;]
UsuńTakże byłam ciekawa jak minęło wesele ;)
OdpowiedzUsuńCzy zaspokoiłam Twoją ciekawość? :)
UsuńPrzypadkiem się udało ;p !
Usuńgrunt że się zabawa udała, a welon nie na tym ślubie to na następnym ;)
OdpowiedzUsuńTylko, że nie wiem kiedy następny będzie ;)
UsuńNajważniejsze, że zabawa udana, mimo tylu akcji. :)
OdpowiedzUsuńLubię takie wyjątkowo ubrane Pary Młode. :)
hu huno to pobawiliście :)) nie martw się, na pewno następnym razem wesele będzie Wasze ;D
OdpowiedzUsuńCiesze się, że dobrze się bawiłaś! :)
OdpowiedzUsuńfajnie ze wszystko sie dobrze skonczylo ;)
OdpowiedzUsuń>> NOWA NOTKA zapraszam na mój blog <<
Jak na każdym weselu i zabawa i jakieś problemy :) Fajnie, że się dobrze bawiliście i jesteście zadowoleni. A to, że welonu nie złapałaś, to mała strata, ja też nigdy nie złapałam żadnego, a jednak zostałam żoną :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Bo w Wielkopolsce to my się potrafimy bawić :)
OdpowiedzUsuńTym nie zpalaniem welonu to sie nie amrtw bvo o niczym nie swiadczy, ponoc jest tak ze ta ktorazlapie welon w przeciagu roku sama wyjdzie a Mąż a ja zpalalam na weselu siostry weolna za maz wyszloam 8 lat po siotzre wiec Ty sie niczym nie mart:) ciesze się ze dobrze sie bawliscie :)
OdpowiedzUsuńAż mi się zamarzyło pójść na takie polskie wesele... wspomnienia z niemieckiego raczej do zbyt fascynujących nie należą ;P
OdpowiedzUsuńJuż sobie wyobrażam tą suknię panny młodej i mi się podoba w tej mojej wyobraźni :)
OdpowiedzUsuńWelon jeszcze będziesz miała okazję złapać i swoim rzucać! :)